🦑 Czy Hitler Kogoś Zabił

Jak Polacy ratowali Żydów w czasie II wojny światowej. Dzięki ofiarności Polaków hitlerowską okupację przetrwało 30–40 tys. Żydów. Trudno powiedzieć, czy to dużo, czy mało. Za taką pomoc Niemcy karali śmiercią. Tropienie Polaków ukrywających Żydów ułatwiał fakt, że donosili na nich również sąsiedzi. Focus Historia. Odpowiedzi Enlil odpowiedział(a) o 08:40 na histri tak mialam,ale pewnosci nie posiadam Ufo10 odpowiedział(a) o 17:16 Słyszałem że środków do samobójstwa dosypał mu jego własny lekarz a nie on ,ale na jego życzenie więc nie zabił nikogo Może lepiej by było jakbyś sformułował pytanie w dokładniejszy sposób np. ilu ludzi zginęło przez szaleńcze wizję hitlera Ponad 5 milionów wienc można powiedzieć że 6mln osób Sowka. odpowiedział(a) o 18:52 Ja słyszałem, że Hitler własnoręcznie nie zabił nikogo. No może samego siebie blocked odpowiedział(a) o 20:46 Hitler zabił jedną osobę - siebie. Pozostałe miliony zabił jego rząd i wojska. Uważasz, że ktoś się myli? lub Polecamy Adolf Hitler Ostatni żyjący krewny Adolfa Hitlera: Przepraszam Polaków za wojnę
Jacek Lepiarz. 09.11.2018. 80 lat temu w Niemczech doszło do masowych napaści na Żydów. Wystawa w muzeum Topografia terroru w Berlinie ukazuje kulisy krwawych zajść w listopadzie 1938 r
Polska Agencja Prasowa: Od którego momentu powstania Niemcy zaczęli dokonywać zbrodni na ludności cywilnej? Katarzyna Utracka: Mówiąc o egzekucjach w czasie powstania, mamy najczęściej na myśli rzeź Woli, której kulminacja przypadła 5–6 sierpnia. Musimy jednak pamiętać, że 1 sierpnia wieczorem Adolf Hitler i Heinrich Himmler na wieść o wybuchu zrywu wydali rozkaz mówiący o tym, że należy zabić wszystkich mieszkańców Warszawy, nie wolno brać żadnych jeńców, a miasto ma być zrównane z ziemią. To miał być przykład dla całej Europy pokazujący, co stanie się z miejscem, które zbuntuje się przeciwko III Rzeszy. Zatem zbrodnie dokonywane na ludności cywilnej rozpoczęły się pierwszego dnia powstania, a w kolejnych dniach przybierały na sile. W drugim dniu do egzekucji doszło chociażby na Mokotowie, na ul. Rakowieckiej – w więzieniu, gdzie Niemcy zamordowali 500 osób, a także w klasztorze jezuitów, gdzie zginęło 40 osób. Opowiadając o powstańczej Warszawie, zapominamy o tym, co działo się w prawobrzeżnej części miasta. Na Pradze również zryw wybuchł, choć miał nieco inny przebieg; po kilku dniach komendant wydał rozkaz o zejściu do konspiracji. Jednak w pierwszych dniach sierpnia także tam ginęła ludność cywilna, co więcej, do egzekucji dochodziło również w kolejnych tygodniach. 2 sierpnia odbyła się egzekucja na cmentarzu Bródnowskim, o której niewiele osób pamięta. Zginęło wówczas kilkudziesięciu mężczyzn, w dużej części powstańcy, ale wśród nich byli też cywile, a najmłodsza ofiara miała szesnaście lat. Po wojnie, 5 sierpnia 1945 r., na cmentarzu Bródnowskim zostało odsłonięte miejsce upamiętniające tę zbrodnię. Było to zresztą w stolicy pierwsze upamiętnienie dotyczące Powstania Warszawskiego. PAP: Dlaczego Niemcy swoje działania skierowali przeciwko ludności cywilnej? Katarzyna Utracka: Eksterminacja ludności cywilnej była odwetem za to, że warszawiacy zdecydowali się chwycić za broń i przeciwstawić III Rzeszy. Niemcy stosowali taktykę spalonej ziemi, zwłaszcza w pierwszych dniach powstania. Oznaczało to, że po przejściu oddziałów niemieckich nie miała zostać żadna infrastruktura ani mieszkańcy. Aby ten cel zrealizować, Niemcy obrali taktykę mordowania. Z czasem zaczęli się z tego nieco wycofywać, ponieważ zauważyli, że spowalnia to natarcie oddziałów niemieckich. Stwierdzili, że lepiej będzie właśnie ludność cywilną wysiedlić, i tak się stało. Egzekucje po 6 sierpnia zostały wstrzymane, a przynajmniej nie były już prowadzone na taką skalę, jak dotychczas, ponieważ Niemcy doszli do wniosku, że warszawiaków można wykorzystać jako tanią siłę roboczą. Był to ostatni moment, kiedy III Rzesza pozyskała mnóstwo robotników przymusowych. Szacuje się, że na roboty do III Rzeszy w trakcie i po upadku powstania trafiło od 90 do nawet 150 tys. osób. PAP: Jaka była metodologia zbrodni dokonywanych przez Niemców? Katarzyna Utracka: Możemy prześledzić ją na podstawie tego, co działo się na Woli. Mieszkańcy byli wypędzani z domów i spędzani w jedno miejsce, często na terenie fabryk, parków i w okolicach kościołów. Tam rozstrzeliwano ich strzałami z pistoletów maszynowych, a tych, którzy przeżyli, dobijano. Dochodziło do sytuacji, że dzieci ginęły na oczach rodziców – to były dantejskie sceny. Potem ciała zamordowanych palono na specjalnie przygotowanych w tym celu stosach. Zajmowały się tym specjalne oddziały Verbrennungskommando Warschau złożone z przymusowo wcielonych Polaków. Natomiast ci, którzy nie mogli lub nie chcieli opuścić budynków, ginęli w środku, ponieważ Niemcy wrzucali do wewnątrz granaty lub podpalali budynki. To, co wydarzyło się na Woli, możemy określić jako ludobójstwo. Nie było to bowiem chaotyczne działanie, coś, co wymknęło się spod kontroli, bo Niemcy skrupulatnie i dokładnie realizowali w tej dzielnicy rozkaz najwyższych władz z 1 sierpnia. PAP: A jak wyglądało to w innych dzielnicach? Katarzyna Utracka: Te egzekucje przebiegały podobnie, nie były jednak przeprowadzane już na taką skalę, jak na Woli. Niemcy nie stosowali również taktyki spalonej ziemi. Oczywiście budynki podpalano, ale nie płonęły całe ulice, jak chociażby w przypadku ul. Wolskiej czy Górczewskiej. Mówiąc o zbrodniach niemieckich, należy także przypomnieć o tym, że ludność cywilna była wykorzystywana jako tzw. żywe barykady, czyli była pędzona przed czołgami i nacierającymi oddziałami niemieckimi. Tę metodę Niemcy stosowali chociażby na Woli czy podczas przebicia w stronę Ogrodu Saskiego, ale także w Al. Jerozolimskich, w rejonie Muzeum Narodowego. Jedną z metod Niemców było też bombardowanie zaplecza frontowego. To właśnie tam ludność cywilna ukrywała się w schronach i piwnicach, tam także działały wielkie szpitale powstańcze, do których nie tylko trafiali powstańcy, lecz i cywile. Szpitale były oznaczone znakami Czerwonego Krzyża, jednak Niemcy i tak je bombardowali. Sami powstańcy podkreślają, że w czasie walk paradoksalnie bezpieczniej było być na pierwszej linii frontu, na barykadzie niż na zapleczu frontu. PAP: Ile było zatem takich miejsc, w których Niemcy dokonali zbrodni? Katarzyna Utracka: Dane możemy znaleźć w książce „Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939–1945. Powstanie Warszawskie 1 VIII–2 X 1944” z 1994 r. Autorzy – Maja Motyl i Stanisław Rutkowski – podjęli się ogromnego zadania zebrania wszystkich miejsc mordów popełnionych w czasie powstania i z ich wyliczeń wynika, że było ich 934, a więc ogromna liczba. Najwięcej z nich znajduje się na Woli, przy ul. Górczewskiej i Wolskiej. Niemcy zabijali w parku Sowińskiego, na terenie fabryk Franaszka i Ursus przy ul. Wolskiej, na cmentarzu prawosławnym, przy kościołach św. Wawrzyńca i św. Stanisława, parafii św. Wojciecha oraz przy ul. Górczewskiej za wiaduktem. Kolejną dzielnicą szczególnie doświadczoną w Powstaniu Warszawskim jest Ochota. Do masowych mordów dochodziło w rejonie ul. Opaczewskiej oraz na terenie ogródków działkowych przy ul. Grójeckiej. Przy ul. Grójeckiej 104, odkrywszy, że w piwnicy bloku ukrywają się ludzie, „ronowcy” wrzucili do środka granaty. Ofiarami były głównie kobiety i dzieci. Mordy przeprowadzano również w Instytucie Radowym przy ul. Wawelskiej, gdzie żołnierze RONA zamordowali personel i pacjentów szpitala. Do największych zbrodni doszło jednak na terenie targowiska warzywnego przy ul. Grójeckiej 95, zwanego Zieleniakiem, gdzie zginęło około tysiąca osób. Do masowych egzekucji dochodziło też w innych rejonach Warszawy. W Śródmieściu były przeprowadzane do końca września w ruinach budynku Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych w Al. Ujazdowskich i na terenie przylegającego do niego ogródka jordanowskiego. Wśród zamordowanych były kobiety, dzieci, starcy i kaleki. Nie jest znana dokładna liczba ofiar. Prawdopodobnie zginęło w tym miejscu 5–6 tys. osób. Kolejne miejsce to ul. Marszałkowska 21, gdzie w pierwszych dniach zrywu w pobliżu apteki Anca zabito ok. 100 mieszkańców okolicznych domów. Mieszkańców Śródmieścia rozstrzeliwano także w ruinach Teatru Wielkiego. Szacuje się, że zginęło tam ok. 350 osób. Na Starym Mieście do największych zbrodni doszło po upadku dzielnicy. Tylko 2 września oddziały niemieckie zamordowały ok. 1 300 osób, wśród nich blisko 300 rannych ze szpitala przy ul. Długiej 7. Masowe egzekucje przeprowadzano również na terenie Marymontu. Według protokołów PCK tylko 14 września Niemcy zamordowali tam co najmniej 360 osób, w tym 25 dzieci. W jednej z egzekucji przy ul. Marii Kazimiery 3 zginęła cała rodzina rtm. Adama Rzeszotarskiego, dowódcy Zgrupowania „Żmija”. W następnych dniach egzekucje odbywały się przy ul. Lutosławskiego 9, ul. Paska róg Gdańskiej czy w parku Kaskada. Na Czerniakowie najwięcej osób zamordowali Niemcy podczas pacyfikacji szpitali powstańczych, w których przebywała również ludność cywilna. W szpitalu przy ul. Wilanowskiej 18/20 żołnierze niemieccy rozstrzelali 18 września ponad 80 rannych. Kilka dni później na tej samej ulicy w punkcie sanitarnym pod numerem 5 zamordowali blisko 120 osób. 20 września natomiast w składach spółdzielni „Społem” na rogu ul. Wilanowskiej i Czerniakowskiej rozstrzelali prawie 100 osób, w grupie tej znajdowali się wzięci do niewoli powstańcy i ludność cywilna. Wspomniałam już o zbrodniach dokonywanych na Mokotowie w pierwszych dniach powstania. Warto dodać, że cywile ginęli również w następnych tygodniach. 27 września Niemcy rozstrzelali przy ul. Dworkowej grupę powstańców i cywilów, w sumie blisko 150 osób. Mówiłam już o Pradze i egzekucji na cmentarzu Bródnowskim. Do kolejnych mordów w prawobrzeżnej Warszawie doszło w dniach 23–27 sierpnia na ul. Odrowąża przy cmentarzu żydowskim, gdzie Niemcy rozstrzelali ok. 40 osób, w tym dziewczynkę w wieku ok. 12 lat, kobiety i księdza. To tylko przykładowe miejsca masowych egzekucji. Pokazują jednak, że zbrodni dokonywano nie tylko na Woli czy Ochocie, ale w całej Warszawie. PAP: Czy zachowały się jakieś wspomnienia, zapiski czy pamiętniki Niemców, którzy w czasie powstania byli w Warszawie, a z których możemy poznać niemiecki punkt widzenia? Katarzyna Utracka: Musimy zwrócić uwagę na to, jakie oddziały pacyfikowały powstanie. Oprócz niemieckich oddziałów Wehrmachtu, SS, policji i żandarmerii, były oddziały kolaboranckie złożone z Azerów, Turkmenów czy chociażby brygada RONA pacyfikująca Ochotę. W ich skład wchodzili kryminaliści, kłusownicy, osoby wyciągane z więzień. To byli ludzi bez skrupułów i niemający oporów przed mordowaniem. Obserwujemy to na Woli i Ochocie, ale także na Starym Mieście i Czerniakowie. Te zbrodnie były kontynuowane do końca powstania. Zachowały się pewne przekazy niemieckie, chociażby dziennik Ericha von dem Bacha, głównodowodzącego siłami. Kiedy po wojnie był przesłuchiwany przed sądem, twierdził, że przybył do Warszawy już po rzezi Woli, w połowie sierpnia, i nie miał żadnego wpływu na to, co się tam działo. Oczywiście nie jest to zgodne z prawdą, bo wiemy, że przybył do Warszawy 5 sierpnia, zresztą był także na Woli. Również Heinz Reinefarth, który dowodził pacyfikacją Woli, tłumaczył się, że przybył do Warszawy kilka dni po rzezi Woli, co również nie było zgodne z prawdą, bowiem dowodził natarciem 5 sierpnia, a 4 sierpnia szykował oddziały niemieckiej odsieczy, które przybyły na zachodnie przedmieścia Woli. W ten sposób główni dowódcy próbowali uniknąć odpowiedzialności, co zresztą się im udało – nikt z nich nie odpowiedział za zbrodnie popełnione w Warszawie. Natomiast jeśli chodzi o zwykłych żołnierzy, to kilka lat temu Muzeum Powstania Warszawskiego udało się porozmawiać z Belgiem Mathiasem Schenkiem, który w czasie powstania miał 18 lat i był saperem. Został on dołączony do grupy Oskara Dirlewangera, a więc tych oddziałów pacyfikujących Wolę i dokonujących największych zbrodni. Ten wywiad, którego fragmenty można odsłuchać na ekspozycji w MPW, to poruszające i wstrząsające świadectwo młodego żołnierza, który był przerażony skalą mordu. Widać, że ta trauma jest przez cały czas w nim obecna. PAP: Czy dysponujemy szacunkowymi liczbami pokazującymi, ile osób mogło zginąć w egzekucjach dokonywanych przez Niemców? Ile z tych ofiar zostało zidentyfikowanych? Katarzyna Utracka: Trudno jest policzyć, ile osób zginęło w czasie egzekucji, a ile podczas bombardowań, a jeszcze ile jako żywe barykady. Najnowsze szacunki podają, że zginęło od 120 do 150 tys. cywilów. Przy tak ogromnej liczbie ofiar, z imienia i nazwiska Muzeum Powstania Warszawskiego udało się zebrać 53 tys. osób. Przed nami jest zatem jeszcze ogromna praca, którą będziemy kontynuować. Zachęcam rodziny osób, które zginęły w powstaniu, aby zgłaszały się do muzeum. Również na muzealnej stronie znajduje się zakładka poświęcona cywilnym ofiarom. PAP: Jak wyglądał proces identyfikacji? Wspomniała pani, że zwłoki, chociażby ofiar rzezi Woli, były palone… Katarzyna Utracka: Fakt, że ciała były palone, właściwie uniemożliwił identyfikację. Ekipy Polskiego Czerwonego Krzyża podczas swojej pracy zebrały na Woli tony prochów, przesiewane przez sita. Zostały one złożone na Cmentarzu Powstańców Warszawy, na kurhanie-mogile (obecnie w tym miejscu stoi pomnik Polegli Niepokonani). Badacze oraz pracownicy MPW bazowali zatem na dokumentach PCK. Po wojnie również rodziny składały karty poszukiwawcze, na których wpisywały dane dotyczących bliskich, którzy zginęli lub zaginęli w czasie powstania. Te dokumenty również analizowaliśmy, korzystaliśmy także z informacji z instytucji kościelnych i archiwów. W innych częściach Warszawy ekshumacje prowadzono już w 1945 r. Jeżeli groby zostały jeszcze w czasie powstania oznaczone krzyżami, a przy ciele ofiary znajdowały się dokumenty, to identyfikacja była stosunkowo łatwa. Trudniej było jednak w przypadku, kiedy ciała znajdywano pod gruzami zbombardowanych domów. Identyfikacje prowadzone po wojnie przebiegały stosunkowo sprawnie, ponieważ wówczas rodziny szukały grobów swoich bliskich. Byli też powstańcy, którzy dbali o to, aby ich polegli koledzy zostali zidentyfikowani i godnie pochowani. Jednak wszystkich ekshumacji nie przeprowadzono tuż po wojnie – tak naprawdę ciągnęły się one przez następne lata, prowadzono je również w latach pięćdziesiątych. W przypadku tych późniejszych ekshumacji skrupulatność była już dużo mniejsza, władzy bowiem nie zależało, aby te osoby identyfikować. Większość z nich została zatem pochowana jako tzw. NN-ki, czyli: „nazwisko nieznane”. Gdy pójdziemy na Cmentarz Powstańców Warszawy, to zobaczymy tam, że w większości są to właśnie osoby „NN”. W Parku Powstańców Warszawy, znajdującym się przy Cmentarzu Powstańców, mają stanąć specjalny pawilon oraz mur pamięci, na którym wyryte zostaną nazwiska poległych i zaginionych cywilów. Od kilku już lat w tym miejscu stoi ekspozycja MPW „Zachowajmy ich w pamięci”. Jest to 96 świetlnych słupów, na których umieszczone są rozszyfrowane nazwiska cywilów. Parafrazując słowa Zbigniewa Herberta, chcemy tych ludzi nazwać, zawołać po imieniu, nazwisku, przywrócić ich tożsamość. Ta pamięć im się należy. PAP: Jakie formy upamiętnienia związane ze zbrodniami niemieckimi w czasie powstania możemy odnaleźć we współczesnej Warszawie? Katarzyna Utracka: Te miejsca były już upamiętniane od 1945 r., kiedy warszawiacy stawiali krzyże, budowali ołtarzyki, umieszczali tabliczki z inskrypcjami. Później władze przeprowadziły konkurs, który wygrał rzeźbiarz Karol Tchorek, a tablice jego projektu pojawiały się na ulicach Warszawy i miejscowościach podwarszawskich. Najwięcej tych tablic znajduje się na Woli. Powstają także współczesne upamiętnienia. To nie jest tak, że już wszystkie te miejsca zostały oznaczone. Kilka lat temu w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się brzozowe krzyże. Na Woli jest ich kilka, przy ul. Okopowej 59, gdzie dokonano masowej egzekucji i gdzie palono ciała pomordowanych. Kolejnym miejscem jest plac nieopodal dawnego PDT-u, gdzie od 5 do 7 sierpnia mordowano i palono ciała warszawiaków. Kilka dni temu odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy przy ul. Dolnośląskiej 3 na Żoliborzu. Ta tablica upamiętnia siedem kobiet znanych z imienia i nazwiska, mieszkanek Powązek, które Niemcy zamordowali 26 września 1944 r., czyli kilka dni przed końcem powstania. Tych miejsc upamiętnień w całej stolicy jest mnóstwo. Kiedy przejdzie się ich śladami, da to nam obraz tego, co wydarzyło się w Warszawie w sierpniu i we wrześniu 1944 r.
\n\n \nczy hitler kogoś zabił

Nie – Heinrich Himmler. Bycie szefem SS, Gestapo i ministrem spraw wewnętrznych w nazistowskich Niemczech zobowiązuje. 75 lat temu jeden z najbardziej zaufanych ludzi Führera popełnił

Od 60 lat opis samobójstwa Adolfa Hitlera i Ewy Braun wzbudza wiele kontrowersji i dyskusji. Na początku obecnej dekady FBI odtajniło dokumenty, z których wynika, że wśród amerykańskich elit politycznych i wojskowych panowało po wojnie przekonanie, jakoby Adolf Hitler nie popełnił samobójstwa i zdołał w 1945 r. uciec z Niemiec do Ameryki Południowej. Na podstawie ujawnionych informacji badacze Simon Dunstan i Gerrard Williams przeprowadzili drobiazgowe śledztwo, a jego sensacyjne wyniki opublikowali w książce „Szary wilk. Ucieczka Adolfa Hitlera". Szczegółowo analizując różne fakty, dokumenty i poszlaki, autorzy książki doszli do wniosku, że wódz III Rzeszy nie tylko nie odebrał sobie życia, ale razem z Ewą Braun zdołał wydostać się z okrążonego Berlina i uciec przez Danię do hiszpańskiej bazy wojskowej Rens na południe od Barcelony. Stamtąd dzięki pomocy hiszpańskiego dyktatora gen. Francisco Franco para poleciała na Fuerteventurę (Wyspy Kanaryjskie). Dunstan i Williams uważają, że należąca do Hiszpanii wyspa była ostatnim przystankiem przed podróżą do Argentyny. Pierwsza para nieistniejącej już III Rzeszy została przewieziona do Ameryki Południowej na pokładzie U-Boota, który był rzekomo widziany przez kilku mieszkańców Fuerteventury. Po przybyciu do Argentyny Hitler miał zamieszkać ze swoją żoną w wiejskim domu nad jeziorem, położonym w zalesionej okolicy zwanej Inalco. Hitlerowie utrzymywali się ponoć ze sprzedaży zrabowanego podczas wojny złota i kamieni szlachetnych. Małżeństwo miało mieć dwie córki, które – według autorów tej hipotezy – mają dziś własne dzieci. Można więc powiedzieć, że Dunstan i Williams są przekonani, iż w Argentynie żyją potomkowie Ewy Braun i Adolfa Hitlera, otoczeni stałą opieką potomków ludzi wiernych do końca swojemu wodzowi. Pikanterii tej historii dodaje twierdzenie, że o spokojnym życiu zbrodniarza i jego żony doskonale wiedziały amerykańskie i argentyńskie służby specjalne. Dunstan i Williams utrzymują, że Hitler kupił sobie spokojną starość w zamian za przekazanie Amerykanom niemieckich technologii wojskowych, które nie zostały użyte w czasie II wojny światowej. Faktycznie, w latach 1944–1945 Adolf Hitler dość często w prywatnych rozmowach wspominał o tzw. cudownej broni (Wunderwaffe), która miała doprowadzić do ostatecznego zwycięstwa Niemiec (Endsieg). Amerykańscy badacze nie wzięli jednak pod uwagę, że zarówno „cudowna broń", jak i „ostateczne zwycięstwo" były określeniami stosowanymi w niemieckiej propagandzie już od I wojny światowej. To hasła agitatorskie o czysto sloganowym wydźwięku. Nie musiały się za nimi kryć żadne konkretne przesłanki czy obiekty. Po wojnie historycy często próbowali dociec, czym była Wunderwaffe Hitlera. Pojawiały się hipotezy, że chodziło przede wszystkim o osiągnięcia niemieckiego lotnictwa wojskowego, w tym samoloty myśliwskie Messerschmitt Me 163 napędzane silnikiem rakietowym, myśliwce odrzutowe Heinkel He 162 Volksjäger lub odrzutowe bombowce Arado Ar 234, służące także do celów rozpoznawczych. Każdą z tych maszyn można uznać za wielkie osiągnięcie techniczne, ale nie były one w stanie zmienić losów wojny. Zresztą niektóre z nich, jak bombowiec Ar 234, trafiły w ręce Amerykanów i Rosjan jako zdobycz wojenna. Gdyby uznać rewelacje Dunstana i Williamsa za prawdziwe, należałoby założyć, że Hitler za nietykalność musiałby zapłacić Amerykanom czymś, czego zwycięzcy nie byliby w stanie zdobyć i co miałoby naprawdę ogromne znaczenie dla rozwoju amerykańskiej obronności po wojnie. Co naprawdę wydarzyło się w berlińskim bunkrze? Rano 29 kwietnia 1945 r. Adolf Hitler pospiesznie poślubił Ewę Braun. Do bunkra udało się sprowadzić walczącego w oddziale Volkssturmu 34-letniego urzędnika partyjnego Waltera Wagnera, który poprowadził skromną uroczystość zaślubin. Kilka dni później zginął podczas walk o jedną z centralnych ulic Berlina. Znany dzisiaj opis ostatnich godzin życia Adolfa Hitlera i jego żony zawdzięczamy angielskiemu historykowi Hugh Trevorowi-Roperowi. Jako oficer SIS (brytyjski wywiad wojskowy, nazywany także MI6) przesłuchał on kilka osób, które przebywały w bunkrze Hitlera od 28 do 30 kwietnia 1945 r. Na podstawie tych zeznań oraz na podstawie dokumentów o dość niepewnym pochodzeniu, odnalezionych lata później przez innego brytyjskiego historyka Davida Irvinga, przyjęło się uważać, że 30 kwietnia 1945 r. prawdopodobnie o Adolf Hitler popełnił samobójstwo wraz ze swoją żoną. Wiarygodność metodologii badawczej przyjętej przez Trevora-Ropera i Irvinga jako pierwszy podważył Nicolaus von Below, były pułkownik i adiutant Führera ds. Luftwaffe. Below zarzucił Irvingowi fałszowanie lub ignorowanie niektórych źródeł historycznych. Dotyczyło to np. rzekomo odnalezionych zapisków Ewy Braun, które – jak się okazało później – zostały sfałszowane przez Luisa Trenkera. Podobnie rzecz się miała z „odnalezionym w Moskwie" dziennikiem Nicolausa von Belowa. W 1980 r. były adiutant Hitlera, którego można uznać za bardzo wiarygodne źródło, oświadczył, że książka „Ostatnie dni Hitlera" pióra oksfordzkiego profesora Hugh Trevora-Ropera, w której zresztą on sam był cytowany aż na 30 stronach, jest „zbiorem wyjątkowych bzdur". Below do końca życia twierdził, że informacje o śmierci Hitlera oparto na fałszywych zeznaniach wymuszonych podczas przesłuchań, które prowadził Trevor-Roper jako oficer SIS. Wydana w 1947 r. książka „Ostatnie dni Hitlera" ugruntowała przekonanie milionów ludzi na świecie, że 30 kwietnia 1945 r. Adolf Hitler wraz ze swoją żoną zamknął się w prywatnym saloniku berlińskiego bunkra. Kilkadziesiąt sekund po tym, jak padł pojedynczy strzał, do saloniku wszedł osobisty adiutant wodza sturmbannführer Otto Günsche, który po chwili powrócił do mapiarni i chłodno oświadczył zebranym tam ludziom: „Führer nie żyje". Ta część opisu nie wzbudza podejrzeń. Niepokój może budzić dopiero fakt, że z saloniku Hitlera wyniesiono ciała okryte kocami. Kto znajdował się pod kocem i czy rzeczywiście były to zwłoki zastrzelonego małżeństwa Hitlerów, pozostaje tajemnicą. Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Ostatnią osobą (oprócz Günschego), która widziała żywego Adolfa Hitlera, miała być Magda Goebbels, żona ministra propagandy i gauleitera Berlina. Podobno miała na kolanach błagać wodza, by zrezygnował z samobójstwa i uciekł z Berlina. Może zastanawiać, że Magda Goebbels wiedziała o możliwości takiej ucieczki. Wbrew później rozpowszechnianym opiniom Berlin nie był bowiem pułapką bez wyjścia. Kilku osobom z otoczenia wodza udało się uciec z obleganego miasta. Nicolaus von Below twierdził, że Trevor-Roper należał do tej grupy brytyjskich śledczych, którzy „wszelkimi sposobami próbowali wyciągnąć to, co chcieli usłyszeć". W świetle rewelacji opublikowanych przez Dunstana i Williamsa słowa byłego adiutanta Führera brzmią niepokojąco. Dlaczego oficerom brytyjskiego wywiadu wojskowego miałoby zależeć na stworzeniu takiej, a nie innej historii o samobójczej śmierci niemieckiego dyktatora? Listy gończe za Adolfem Hitlerem We wrześniu 1945 r. sowiecka prasa zaczęła oskarżać Brytyjczyków, że udzielili azylu Adolfowi Hitlerowi. Znamienne, że to właśnie historyk Trevor-Roper został wyznaczony do odparcia sowieckich oskarżeń. Rząd brytyjski natychmiast wspomógł wydanie jego książki „Ostatnie dni Hitlera". Dziesięć lat po jej publikacji Trevor-Roper zaczął przejawiać dziwną niepewność co do faktów, które sam wcześniej opisał. W wywiadzie dla berlińskiej gazety „Der Monat" stwierdził: „W ciągu tych dziesięciu lat kilka tajemnic ostatniej wojny wyszło na jaw, kilka stało się jeszcze bardziej tajemniczymi. (...) Napisano nowe artykuły i książki, podano w wątpliwość lub nawet odwołano wcześniejsze ustalenia". Wtajemniczeni wiedzieli, że miał duże wątpliwości co do prawdziwości opisu ostatnich godzin życia Adolfa Hitlera. Być może bał się kompromitacji i był gotowy zawczasu zakwestionować własne ustalenia. Te wahania skończyły się, kiedy z rąk królowej otrzymał tytuł lorda Dacre i został przyjęty w skład Izby Lordów. Dość nietypowy zaszczyt jak na zwykłego historyka. Trevor-Roper wiedział, że jego opis jest niepełny. Niestety, nie mógł przesłuchać ważnych dla śledztwa świadków pozostających w niewoli sowieckiej, w tym przede wszystkim: adiutanta Hitlera Otto Günschego, komendanta straży przybocznej Johanna Rattenhubera, kamerdynera Heinza Lingego, kapitana lotnictwa Hansa Baura oraz oficera gwardii przybocznej Harry'ego Mengerhausena. Była to grupa oficerów, którzy wraz z reichsleiterem Martinem Bormannem weszli do saloniku Hitlerów tuż po ich domniemanym samobójstwie i wynieśli zawinięte w koce zwłoki, aby spalić je przy użyciu zaledwie 40 litrów benzyny w leju po bombie przed bunkrem. Znamienny jest fakt, że chociaż tuż po wojnie Rosjanie zarzucali Brytyjczykom udzielenie azylu Hitlerowi, to już w 1956 r. nie zgadzali się na jakikolwiek kontakt tej grupy trzymanych w niewoli Niemców z brytyjskimi śledczymi. Co ciekawe, żyjący wtedy na wolności świadkowie ostatnich dni Hitlera, tacy jak choćby Erich Mansfeld, wyrażali wątpliwości co do prawdziwości opisanych przez Trevora-Ropera wydarzeń. Tak naprawdę jedynymi, którzy nie negowali opisu z jego książki, byli przywódca Hitlerjugend Artur Axmann oraz szofer Führera Erich Kempke. Już w czasie pobytu w amerykańskiej niewoli twierdzili oni, że widzieli wynoszone przez Günschego i Bormanna zwłoki Adolfa i Ewy Hitlerów. W maju 1945 r. na osobiste polecenie Józefa Stalina do Berlina przybył specjalny oddział śledczych kontrwywiadu NKWD, który drobiazgowo badał pomieszczenia berlińskiego bunkra Hitlera. Czego tam szukali? W przesłanym prawdopodobnie samemu Stalinowi raporcie znajdował się następujący opis: „Na podstawie dużej liczby rozbryzgów i strużek krwi na sofie należy wnioskować, że zranieniu towarzyszyło wydatne wynaczynienie, wobec czego należy je określić jako zagrażające życiu. W momencie zranienia dana osoba musiała siedzieć w prawym rogu sofy przy poręczy (...). Uszkodzenie głowy było następstwem strzału w głowę, a nie uderzenia ciężkim przedmiotem". Wydawałoby się, że ten raport zamykał sprawę. Jest jednak problem z jego wiarygodnością. Zdjęcia wykonane przez żołnierzy Armii Czerwonej, którzy zajęli bunkier przed przybyciem śledczych z NKWD, nie pokazują opisanego rozbryzgu krwi na ścianie. Pokój jest czysty jak na wystawie. Ciekawe jest też, że nigdy nie znaleziono nadpalonych czy niedopalonych ciał, tak jak w wypadku rodziny Goebbelsów. Czaszka – fałszywy trop 9 czerwca 1945 r. marszałek Gieorgij Żukow oświadczył publicznie: „Nie odkryliśmy żadnych zwłok, które mogłyby być zidentyfikowane jako zwłoki Hitlera. Wszystko jest w najwyższym stopniu tajemnicze". Na jeszcze bardziej śmiałą uwagę pozwolił sobie niejaki pułkownik Bazarin, który stwierdził bez ogródek: „Moim zdaniem Hitler znalazł jakąś kryjówkę i żyje sobie gdzieś w Europie, prawdopodobnie u generała Franco". W 1947 r. na półkach nowojorskich księgarń pojawiła się książka „Speaking Frankly" autorstwa amerykańskiego sekretarza stanu Jamesa E. Byrnesa. Na stronie 68 pierwszego wydania znajduje się niezwykle ciekawa informacja. Według Byrnesa Stalin podczas konferencji poczdamskiej zadeklarował, że wierzy, iż Hitler żyje w Hiszpanii lub Argentynie. Z kolei 3 maja 1945 r. Agencja Reutera podała, że prezydent Harry Truman jest głęboko przekonany, że Hitler na pewno nie żyje. Skąd tak ogromna rozbieżność między przywódcami nowych światowych supermocarstw? Być może śmierć Hitlera była wstępem do wielkiej wojny propagandowej, jaką mocarstwa miały toczyć między sobą przez następne pół wieku. Sam Stalin twierdził, że „bajka" o śmierci Hitlera w berlińskim bunkrze jest zwykłym „faszystowskim trikiem", który umożliwił mu ucieczkę przed sprawiedliwością. Ta wypowiedź jest sprzeczna z tym, co Stalin musiał już wtedy wiedzieć od swoich ludzi prowadzących śledztwo w Berlinie. W maju 1945 r. jednostka kontrwywiadu NKWD odnalazła bowiem dentystkę Hitlera Kathe Hausermann i technika dentystycznego Pritza Echtmanna, który przez lata wykonywał protezy dla Adolfa Hitlera. Obydwojgu przedstawiono odnalezione gdzieś w okolicach bunkra ludzkie kości, w tym fragment czaszki i żuchwę. Na podstawie zębów, koronek i uzupełnień dentystka i protetyk stwierdzili jednoznacznie, że była to żuchwa Adolfa Hitlera. Dziwią dalsze losy tych szczątków. Część z nich umieszczono w magdeburskich koszarach, a do Moskwy wywieziono jedynie fragment czaszki, który był przebity na wylot pociskiem kal. 7,65 mm. Sowieckim śledczym wszystko wydawało się jasne, ponieważ według zeznań świadków Hitler posiadał dwa osobiste pistolety Walther: kaliber 7,65 i kaliber 6,35. Stalin, przekonany już o samobójczej śmierci Hitlera, zachował fragment czaszki jako swoisty fetysz po swoim największym wrogu. W kwietniu 1970 r. szef KGB Jurij Andropow wydał polecenie zniszczenia przechowywanych w koszarach w Magdeburgu domniemanych doczesnych szczątków małżeństwa Hitlerów. Pozostawiono jedynie przechowywany na Kremlu fragment czaszki z dziurą po kuli. Miał on na zawsze stanowić dowód samobójczej śmierci Hitlera. Jednak badania DNA przeprowadzone na Uniwersytecie Connecticut przez amerykańskiego archeologa dr. Nicka Bellantoniego bezsprzecznie dowiodły, że znajdująca się w archiwach FSB „czaszka Hitlera" jest czaszką kobiety w wieku 20–40 lat. Adolf Hitler 20 kwietnia 1945 r. ukończył 56 lat. Mógł to więc być fragment czaszki Ewy Hitler, która w chwili domniemanej śmierci miała 33 lata. Problem jednak w tym, że wszyscy świadkowie twierdzili, że żona wodza umarła wyłącznie od zatrucia cyjankiem potasu. Komunistyczne manipulacje? Zdaniem niemieckiego historyka Wernera Masera Sowieci świadomie fałszowali historię śmierci Hitlera w celu wykorzystania jej w wojnie propagandowej z państwami zachodnimi. Negowanie samobójstwa Hitlera miało oczernić Amerykanów i Brytyjczyków jako tych, którzy chronią zbrodniarza w zamian za jego złoto, a jego samego przedstawić jako tchórza, który niczym szczur uciekł przed karzącą ręką sprawiedliwości. Dopiero w 1968 r., a więc aż 15 lat po śmierci Stalina, radziecki historyk Lew Bezymienski stwierdził, że nie ma żadnych podstaw, aby uważać, że Hitler uciekł z berlińskiego bunkra. Kwestią dyskusyjną pozostawała jednak forma tego samobójstwa. Historycy państw bloku wschodniego przez długie lata uważali, że odebranie sobie życia strzałem w głowę było zbyt honorowe dla takiego zbrodniarza jak Hitler. Werner Maser podkreślał, że szczególnie historycy z NRD mieli obowiązek przedstawiania śmierci Hitlera jako haniebnej. Potwierdzają to ostre słowa Olafa Groehlera, który w pracy „Das Ende der Reichskanzlei", opublikowanej w 1976 r. na zlecenie Instytutu Historii Akademii Nauk NRD, pisał: „Koniec Adolfa Hitlera nie był ani chwalebny, ani tragiczny. Nie poległ, jak skłamał jego następca Dönitz, w walce, zabijając się z rewolweru, ale kazał, żeby adiutant odstrzelił go jak psa po zażyciu wraz z Ewą Braun cyjanku potasu". Pozostaje pytanie: skoro przechowywany na Kremlu fragment czaszki nie należał do Adolfa Hitlera, to czy możemy uznać, że pozostałe kości zniszczone na rozkaz Jurija Andropowa mogły był szczątkami małżeństwa Hitlerów? W swoim testamencie z 29 kwietnia 1945 r. Hitler kazał napisać: „Ja sam i moja żona wybieramy, aby uniknąć hańby ucieczki i kapitulacji, śmierć. Jest naszą wolą, aby nas natychmiast spalono w tym miejscu, gdzie wykonywałem największą część swojej pracy w 12-letniej służbie mojemu narodowi". Czy Adolf Hitler miał wówczas świadomość, że spalenie jego zwłok jest w zaistniałych okolicznościach rozkazem niewykonalnym? Nie wiadomo, skąd Otto Günsche, Johann Rattenhuber, Heinz Linge i Erich Kempke wzięli aż dwa 20-litrowe kanistry benzyny. Czyżby takie paliwo zostało zachowane na czarną godzinę, by umożliwić wodzowi ucieczkę z okrążonego miasta? Jest pewne, że zwłoki dwojga dorosłych osób nie mogły zostać skremowane przy użyciu zaledwie 40 litrów benzyny. Jaki był więc dalszy los truchła zbrodniarza? Żadna relacja nie wskazuje, aby ktokolwiek te zwłoki przenosił, zakopywał lub dalej próbował spalić. Podobna próba spalenia ciał Josepha i Magdy Goebbelsów, którzy mieli przeżyć Hitlera zaledwie o kilka dni, spowodowała jedynie zwęglenie skóry i upiorną deformację zwłok byłego ministra propagandy. Jego ciało oraz zwłoki jego żony i dzieci nie zostały nawet zakopane w ogrodzie Kancelarii Rzeszy, lecz pozostawione niczym odpady na środku dziedzińca przed bunkrem. A przecież w chwili śmierci Joseph Goebbels był oficjalnie kanclerzem III Rzeszy. Hitler na Antarktydzie? W 1952 r. nowojorski miesięcznik „The National Police Gazette" opublikował wywiad z anonimowymi świadkami z otoczenia Hitlera – panem X i panem – którzy twierdzili, że 30 kwietnia 1945 r. esesmani z otoczenia Führera, z Günschem na czele, zainscenizowali samobójstwo małżeństwa Hitlerów oraz wyniesienie ich zwłok przed bunkier. Zdaniem tych świadków jeszcze tego samego dnia Adolf Hitler i jego żona zostali wywiezieni z Berlina niewielkim samolotem rozpoznawczym Fieseler Fi 156 Storch, a po przesiadce w północnych Niemczech lub Danii polecieli do Norwegii, skąd łódź podwodna zabrała ich w kierunku Antarktydy. Wywiad dla nowojorskiego pisma brzmiał wówczas jak piramidalna bzdura. Wywołał jednak dość duży niepokój wśród amerykańskiej opinii publicznej. Dzisiaj niepokoi zgodność niektórych szczegółów ze śledztwem przeprowadzonym przez Simona Dunstana i Gerrarda Williamsa. Nie jest to zresztą pierwsza tego typu spekulacja o ucieczce Hitlera z Berlina drogą powietrzną. Równie intrygująca jest tajemnicza wizyta w berlińskim bunkrze 26 kwietnia 1945 r., a więc trzy dni przed domniemanym samobójstwem Hitlera, rannego generała pułkownika (generaloberst) Roberta Rittera von Greima i pilotki Hanny Reitsch. W rozmowach z ludźmi z otoczenia wodza nie ukrywali oni, że zamierzają go wywieźć pod osłoną nocy. Hanna Reitsch zeznała wiele lat później, że Hitler odmówił przyjęcia pomocy, ale w uznaniu odwagi mianował von Greima feldmarszałkiem i głównodowodzącym Luftwaffe. Z nielicznych zeznań świadków wynika, że oboje opuścili bunkier wodza 28 kwietnia. Wykorzystując niezniszczony jeszcze fragment Unter den Linden, Hanna Reitsch w popisowy sposób wystartowała spod Bramy Brandenburskiej samolotem szkoleniowym Arado 96 i przeleciawszy tuż nad głowami sowieckich żołnierzy 3. Armii Uderzeniowej, wyrwała się wraz z nowym dowódcą Luftwaffe z okrążonego Berlina. Nie ma żadnej pewności, że na pokładzie tego samolotu znajdował się ktoś oprócz nich. Zastanawiać może jedynie cel ich wizyty. Fakty i mity We wrześniu 2013 r. zmarł były oberscharführer SS Rochus Misch. Wraz z drugim esesmanem Johannesem Hentschlem służył jako ochroniarz, operator centrali telefonicznej i kurier wodza III Rzeszy. 2 maja 1945 r. Misch opuścił bunkier i usiłował uciec z Berlina, ale został aresztowany przez Armię Czerwoną. Po dziewięciu latach w sowieckiej niewoli wrócił do Niemiec. Przez lata twierdził, że widział zwłoki Adolfa Hitlera. Jego historii nikt jednak nie potwierdził. Wcześniejsze zeznania świadków wykluczały go z grona osób uczestniczących w „ostatniej drodze" Hitlera. Misch starannie wykorzystywał swój status świadka i udzielał coraz liczniejszych wywiadów. We własnych opowiadaniach urósł ze zwykłego sierżanta obsługującego centralkę telefoniczną do osobistego ochroniarza czuwającego przy wodzu dzień i noc. W miarę upływu lat kreślił coraz cieplejszy obraz Hitlera jako wspaniałego szefa. Nic jednak nie wskazuje, że mógł rzeczywiście widzieć wynoszone zwłoki Hitlera. O wiele bliższa prawdy wydaje się scena pokazana w filmie Olivera Hirschbiegela „Upadek" z 2004 r.: Misch widzi jedynie, jak Otto Günsche wynosi z salonu jakieś ciało zawinięte w koc, a za nim pojawia się Martin Bormann trzymający na rękach owinięte kocem domniemane zwłoki Ewy Braun. Silnie podkolorowane „zeznania" Rochusa Mischa mogą wskazywać, że tak naprawdę należy bardzo ostrożnie podchodzić do relacji z ostatnich dni życia Hitlera. Ujawnione w ostatnich latach dokumenty FBI też nie są żadnym dowodem wyjaśniającym sprawę, jedynie powodują jeszcze większy bałagan poznawczy. Wskazują one, że Adolf Hitler uciekł z Niemiec dziesięć dni po swoim sfabrykowanym samobójstwie i w otoczeniu 50 osób udał się przez Hiszpanię i Wyspy Kanaryjskie do Argentyny. Tam zgolił złowrogi wąsik, zapuścił brodę i wiódł spokojne życie ojca rodziny. Autorzy książki „Szary wilk. Ucieczka Adolfa Hitlera" twierdzą, że zmarł 13 lutego 1962 r. w wieku 73 lat. Na podstawie ich śledztwa powstał miniserial dokumentalny kanału History – „Polowanie na Hitlera". Historycy na całym świecie przyjęli jednak rewelacje głoszone przez Dunstana i Williamsa z olbrzymim dystansem.

Adolf Htler, człowiek z tłumu. Życie codzienne jednego z największych zbrodniarzy w historii świata było prozaiczne aż do bólu. Mity narosłe wokół postaci Adolfa Hitlera zatarły jej Moderatorzy: Delwin, SOLON, zecer, Wice-Admini Czy Polacy powinni zabić Hitlera w Warszawie? Tak 10 71% Nie 4 28% Liczba głosów : 14 Re: "Polski zamach na Hitlera" Schellenberg So 19 lip, 2003 08:00 Witam. Czas na nowy temat. Dnia 5 października 1939 r. Adolf Hitler przejeżdżał swoim samochodem na paradzie zwycięstwa w Warszawie, nie wiedząc jak wielkie groziło mu niebezbieczeństwo. Pod drogą, którą miał przejeżdżać Hitler Polacy podłożyli 500 kg trotylu (wybuch tego ładunku był tak wielki, że zabił by wszystkich w promieiu 100 m). Moje pytanie jest następujące: Czy Polacy powinni zabić Adolfa Hitlera? Jakie by to miało konsekwencje dla narodu polskiego? Zapraszam do dyskusji. Pozdrawiam serdecznie - Schellenberg. Jedna torpeda w celu, jeden statek na dnie - Otto Kretschmer. Schellenberg Podporucznik marynarki Posty: 414Dołączył(a): N 09 mar, 2003 22:15 Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" zbawiciel85 So 19 lip, 2003 16:42 Tak wczesna śmierć Hitlera mogłaby bardzo różnie wpłynąć na sytuację w Polsce. 1. Kompletny chaos w III Rzeszy i separatystyczny pokój na wschodzie -> rokowania z Aliantami, na temat pokoju na warunkach quo. 2. Dojście do szczytów władzy Bormanna, Himlerra czy Goeringa, represje na polskim narodzie i dalsze prowadzenie wojny. Możliwość(choć bez Hitlera wątpię) pokonania Francji i ewentualny pokój z zachodem, z pełnym zagarnięciem już zajętych ziem - lebensraum fur alles. Były także minusy - choć w tamtym okresie ich nie widziano. To Hitler doprowadził do kompletnego zniszczenia Niemiec i tym samym ideologi Nazizmu... Pozdrawiam idę po mleko a mi się niechce :( Zaklinam was, bracia, pozostańcie wierni ziemi i nie wierzcie tym, co wam o nadziemskich mówią nadziejach! Truciciele to są wiedni czy nieświadomi! zbawiciel85 Generał brygady Posty: 576Dołączył(a): Cz 30 sty, 2003 22:34Lokalizacja: Szczecin Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" Mariusz N 20 lip, 2003 11:37 W książce Davida Irvinga ,,Wojna Hitlera'' jest mowa o opozycji antyhitlerowskiej już w 1938 r. Gdyby go diabli wzięli, przypuszczalnie to ona przejęłaby władzę, ale jest rzeczą dyskusyjną czy Niemcy wycofaliby się z Polski na linię granicy sprzed 1 września. Według mnie na pewno nie oddaliby Gdańska, Pomorza, Śląska przy, oczywiście aplauzie Zachodu. W najbardziej optymistycznej wersji granice Polski to te mniej więcej z okresu Królestwa Kongresowego. Nie zapominajmy o Mariusz MarszałekDziadek Administrator Posty: 3836Dołączył(a): Pt 23 maja, 2003 21:55 Re: "Polski zamach na Hitlera" Schellenberg Pt 25 lip, 2003 11:07 Cześć. Więc według mnie, zamach na Hitlera z jednej strony powinien być wykonany: - jeśliby wódz III Rzeszy zginął, to może II wojna światowa nie pochłonęła by takiej ilości ofiar jak to miało miejsce (ok. ludzi). - z drugiej strony major Niepokólczycki nie wykonał zamachu, ponieważ obawiał się, że gdyby Hitler zginął, w Polsce mogłaby być nieprawdopodobna masakra ludności polskiej (co i tak miało miejsce w czasie II wojny światowej). Trudno obecnie powiedzieć czy Polacy powinni zabić Hitlera, mimo to jestem zaskoczony wynikiem sondażu. Zapraszamy na - aktualizacja, a w niej... (zobaczcie sami). Pozdrawiam serdecznie - Schellenberg. Ostatnio edytowano Pt 25 lip, 2003 14:09 przez Schellenberg, łącznie edytowano 1 raz Jedna torpeda w celu, jeden statek na dnie - Otto Kretschmer. Schellenberg Podporucznik marynarki Posty: 414Dołączył(a): N 09 mar, 2003 22:15 Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" TOŁDI Pt 25 lip, 2003 11:45 Konsekwencje takiego zamachu moim zdaniem zależałyby od tego kto przeja by władę w III Rzeszy . Jeśli nie daj Boże Himler ( choc nie wiem czy był juz wtedy na tyle silny) , lub Goering to przechlapane . Bardzo mozliwe że powsałaby sytuacja podobna do tej jaka była w ZSRR po smierci Stalina , co nie zmienia faktu ze Niemcy nadal dysponowali by swą silna armią . Mozliwe też że po smierci Hitlera panstwa zachodnie zobaczyłyby w zaistniałej sytuacji swą szansę na okiełznamie Niemiec - ale hipoteza raczej watpliwa . Jeśli zaś znalazłby sie ktos z głową na karku to historia mogłaby sie rożnie potoczyć łącznie z wycoaniem sie Niemców z Polski ( no niestety zostali byśmy w okrojonych granicach ). I tu pojawia sie to samo pytanie co niemal przy kazdym temacie związanym z Polską i Adolfem - a co na to tawarisz Stalin ???????? „ Panie Boże , proszę Cię , abyś dziś nie wspierał tych łajdaków , moich wrogów . A jeśli już nie chcesz mnie wspierać , to siedź cicho i patrz , co ja robię „ TOŁDI Futrzatyhonorowy wiceadministrator Posty: 4775Dołączył(a): Śr 16 lip, 2003 14:15Lokalizacja: Varsowia Re: "Polski zamach na Hitlera" Radek Pt 25 lip, 2003 13:07 Nie nie i jeszcze raz nie! Wyobraźcie sobie: Hitler ginie w Warszawie, Polska leży w ruinie a połowa jej ziem jest już w rękach ZSRR. Po śmierci Hitlera raczej nie liczyłbym na objęcie władzy przez pojedyńczą osobę. Zaczęłaby się raczej wojna o fotel Fuhrera i doprowadziłoby to do ogromnego chaosu w III Rzeszy. Nie chodzi mi o to, że ludzie wylegli by na ulice ale zapanowałby chaos decyzyjny. Nie zapominajcie, że sam hitler stwarzał w swoim najbliższym otoczeniu atmosferę konkurencji i specjalnie tak organizował prace podwładnych, żeby ich kompetencje zazębiały się i zachodziły na siebie. Ciągła zawiść doprowadziła do skonfliktowania niemal wszystkich instytucji [najlepiej to widać na przykładzie agencji wywiadów]. W tej atmosferze walka o schedę była moim zdaniem nieunikniona. I co robi stalin? Długo bym się na jego miejscu nie zastanawiał tylko pchnął armię dalej na Zachód. Kto go miał niby wtedy zatrzymać? Zrujnowana Polska, osłabione Niemcy, słabe jak zawsze Słowacja i Rumunia? To byłby prawdziwy Czerwony Sztorm. Takie jest moje skromne zdanie. Pozdrawiam, Radek Rzeszotarski Radek Kapitan Posty: 856Dołączył(a): Pn 14 kwi, 2003 10:01Lokalizacja: Tychy Re: "Polski zamach na Hitlera" Mariusz Pt 25 lip, 2003 21:02 Niby tak, ale czy niejaki Hess nie był juz wtedy wyznaczony na następce Adolfa? Nie jestem specjalista w tym zakresie i może coś mylę, ale wydaje mi sie, że w tym przypadku - jeżeli mam rację- to po prostu było by tak : umarł król, niech żyje król. Uważam, że w tym czasie opozycja w łonie armii i kierownictwa Niemiec nie była aż tak mocna. Co do rosyjskiej armii? Pokazała swą siłę w Finlandii. A Wehrmacht był w tym czasie może nie największym, ale na pewno najsprawniejszym wojskiem na świecie. Uważam, że konflikt rosyjsko- niemiecki to rzecz nieunikniona, ale wątpię, czy w 39 r. W tym przypadku stawiam na wiosnę 40. Ala jakby nie było - znów cała zadyma na ziemiach polskich. Ostatnio edytowano Wt 10 paź, 2006 21:15 przez Mariusz, łącznie edytowano 1 raz Mariusz MarszałekDziadek Administrator Posty: 3836Dołączył(a): Pt 23 maja, 2003 21:55 Re: "Polski zamach na Hitlera" Binas Pn 04 sie, 2003 12:57 Moim zdaniem upadły by całe morale społeczeństwa. Podpisany zostałby na 99% pokój Niemcy i Alianci , chociaż bez Hitlera niemcy wyszli by o wile lepiej i naewt mogli by wygrać wojnę. W tym okresie (1939) jednak byli jeszcze za słabi, ale jak by Himmler został fuhrerem to byłoby jak za Hitlera Czas rozpocząć krucjatę aby nawrócić pogan !!! Binas Podporucznik Posty: 276Dołączył(a): Pn 04 sie, 2003 12:03Lokalizacja: Bunkier Re: "Polski zamach na Hitlera" Erek Pn 04 sie, 2003 14:52 nie powinni ponieważ nastepne posuniecia hitlera doprowadzily do upadku III Rszeszy. Mieli do wyboru wojnę albo hańbę. Wybrali hańbę. A wojnę będą mięli i tak... Erek Starszy sierżant Posty: 129Dołączył(a): Śr 19 lut, 2003 09:12Lokalizacja: Sandomierz Re: "Polski zamach na Hitlera" Ragnarok Pn 11 sie, 2003 20:07 Ja uważam, że nie doszło by do rzadnego większego chaosu. Niemcy przecież były w szczycie rozwoju i już po kilku zwycięstwach, po Hitlerze władzę przejął by jeden z jego ludzi, ale jego władza nie była by taka mocna, co by nie przeszkadzało Niemcom w podboju Europy. Teraz Niemcy by nie popełniły takiego błędu, jak w czasie Bitwy o Anglię(i wielu innych), bo nowy wódz nie miałby takiej wielkiej władzy nad wojskowymi. Ragnarok Chorąży Posty: 151Dołączył(a): So 21 cze, 2003 16:02Lokalizacja: Warszawa Re: "Polski zamach na Hitlera" Radek Wt 12 sie, 2003 07:10 Jeden z ludzi Hitlera przejmuje władzę? Pieknie, tylko wskaż który. Żaden z nich nie miał wystarczającej pozycji i poparcia w armii jak i w społeczeństwie. Hitler to była ikona a Himmler zawsze był kojarzony z SS i przez społeczeństwo był niezbyt lubiany [taki eufemizm]. No więc kto? Himmler, Hess, Goering, Bormann? Każdy z nich po przejęciu władzy miał kilku przeciwników tylko czekających na to żeby mu wbić sztylet w plecy przy najbliższej okazji. Hitlera wszyscy oni poważali a siebie nawzajem nienawidzili. Niby jak miał się w takiej sytuacji wyłonić silny wódz? Pozdrawiam, Radek Rzeszotarski Radek Kapitan Posty: 856Dołączył(a): Pn 14 kwi, 2003 10:01Lokalizacja: Tychy Re: "Polski zamach na Hitlera" Butryk Wt 12 sie, 2003 12:27 Tylko, że Himmler Radku z nich wszystkich miał najwieksze możliwości. Dowodził ponad pięciomilionową rzeszą oddanych mu ludzi. Tak więc dla mnie to właśnie Hmmler był najpoważniejszym kandydatem do przejęcia władzy po Hitlerze. Butryk Generał brygady Posty: 1059Dołączył(a): So 17 maja, 2003 19:10Lokalizacja: Brzeg Dolny Medale Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" Mariusz Wt 12 sie, 2003 12:54 Ale, ale... Była parada zwycięstwa - fakt Był na niej Adolf - fakt Był plan zamachu - fakt Pytanie : kto, oprócz Hitlera był na paradzie? Na pewno też by zginął i krąg ewentualnych pretendentów do władzy mamy zawężony. Ja mam nadzieje, że w Alejach był i Himmler. Pozdro. Mariusz MarszałekDziadek Administrator Posty: 3836Dołączył(a): Pt 23 maja, 2003 21:55 Re: "Polski zamach na Hitlera" Radek Wt 12 sie, 2003 12:58 A jak myślisz jak długo by się utrzymał? Nie zapominaj, że "starzy" generałowie Wehrmachtu gardzili Himmlerem i aparatczykami SS, którzy wg nich lizali d... Hitlera. Himmler miał możliwości przejęcia władzy ale moim zdaniem w grę wchodził tylko wariant siłowy. Wątpię, czy ktokolwiek z armii poparłby tą kandydaturę na fuehrera. Mozliwe, że byłoby ostre starcie na lini SS - Wehramacht... Co o tym sądzicie? Pozdrawiam, Radek Rzeszotarski Radek Kapitan Posty: 856Dołączył(a): Pn 14 kwi, 2003 10:01Lokalizacja: Tychy Re: "Polski zamach na Hitlera" Radek Wt 12 sie, 2003 13:03 PS do mojego posta: czy SS-manni byli oddani Himmlerowi aż tak do końca? Czy po śmierci Hitlera zwarta siła SS byłaby nadal taka zwarta? Przecież prawdziwi fanatycy byli zapatrzeni w swego wodza a nie w swojego przełożonego. Dla nich rozkaz Himmlera był rozkazem Hitlera ale gdyby tego drugiego zabrakło, czy część SS-mannów nie straciłaby motywacji? Pozdrawiam, Radek Rzeszotarski Radek Kapitan Posty: 856Dołączył(a): Pn 14 kwi, 2003 10:01Lokalizacja: Tychy Re: "Polski zamach na Hitlera" Butryk Wt 12 sie, 2003 21:42 No właśnie Radku napisałeś, że "starzy" generałowie gardzili Himmlerem. Było tez kilku generałów w najwyższym dowództwie Wehrmachtu, którzy byli zapiekłymi nazistami, tak więc tej jedności nie byłoby i w Wehrmachcie. W takim wypadku ktoś musiałby zająć miejsce Hitlera, zakładając oczywiście, że Himmler przeżyłby zamach, bowiem był obecny w Warszawie przy boku Fuhrera. Himmler już wtedy zaczął być realną potęgą. Wtedy to własnie zaczęła powstawać Waffen-SS, Himmler miał też poparcie niektórych wielkich przemysłowców a także wbrew pozorom, wojskowych (np. Reichenau). Myślę też, że prawie bezsprzecznie otrzymałby poparcie swoich podwładnych. SS to był zakon i cała elita owego zakonu wyrosła dzięki niemu. Butryk Generał brygady Posty: 1059Dołączył(a): So 17 maja, 2003 19:10Lokalizacja: Brzeg Dolny Medale Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" zbawiciel85 Wt 12 sie, 2003 22:19 Wtrącę tylko słówko o apolityczności starej gwardii Reichswehry - tym samym znacznej części kadry oficerskiej Wehrmachtu. Ślepa wiara w wodza i nazistowskie ideały nie była mile widziana we (wczesnej) armii, a jedynie znaczna energia Hitlera włożona w reorganizację i unowocześnienie(także mentalne) armii została `mile` przyjęta. Ryzyko buntu w armii mimo, że realne nie było wcale tak wielkie, że możnaby mówić o otwartym konflikcie... a jeżeli już to z pewnością SS nie dałaby sobie dmuchać w kaszke. Upolitycznienie Reichswehry, (tuż potem) Wehrmachtu następowało szybko - odkąd zezwolono wojskowym na wstęp do partii - jednak armia nie została do cna przesiąknięta nazistowskim g... , pozostało z niej wiele starokajzerowskich zasad, między innymi - nie wtrącać się w życie polityczne! Pozdrawiam Zaklinam was, bracia, pozostańcie wierni ziemi i nie wierzcie tym, co wam o nadziemskich mówią nadziejach! Truciciele to są wiedni czy nieświadomi! zbawiciel85 Generał brygady Posty: 576Dołączył(a): Cz 30 sty, 2003 22:34Lokalizacja: Szczecin Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" Radek Śr 13 sie, 2003 06:37 No właśnie! I trzeba sobie zadać pytanie, czy żołnierze Wehramchtu poszliby za głosem Himmlera, czy raczej za głosem swoich generałów, którzy byli dla nich autorytetami. Przecież przez całą wojnę dochodziło do ostrych spięć pomiędzy Wehrachtem, a Waffen-SS [chociażby kwestia nowego uzbrojenia, które zamiast do jednostek frontowych trafiało nierzadko do wypierdków z Hitlerjugend]. Po drugie nie chodzi mi nawet o całą armię w ogóle ale o ich najwyższych oficerów. Skoro już od początku wojny istniała w sztabie opozycja wobec Hitlera, a był on przecież wodzem narodu, który zdobył władzę i uwielbienie tylko dzięki sobie, to jak ta opozycja musiałaby wyglądać wobec kogoś tak kunktatorsko nastawionego jak Himmler. Nia zapominajcie, że on chciał jak najwięcej władzy zagarnąć dla siebie również pod panowaniem Hitlera co konfliktowało go niemal z każdym wyższym rangą urzędnikiem Rzeszy a także ze sztabem, w którym też byli marzyciele pokroju Goeringa. Trzeba się również zastanowić jaka byłaby reakcja Zachodu na fakt, że Hitler ist kaputt. Być może byłoby to impulsem dla Francji do ataku na Rzeszę. Z tym Himmler też musiał się liczyć. Pucz z udziałem SS i czystki w aparacie NSDAP osłabiłoby państwo na tyle, że byłoby łatwym łupem dla ogromnych armii Francji i ZSRR gdyby zdecydowały się na atak. Po trzecie Hitler nie potrzebowałby tak silnego aparatu terroru jak Himmler z tego prostego powodu, że miał charyzmę. Himmler musiałby liczyć tylko na swoje SS i prawdopodobnie narzędziem utrzymania za pysk wszystkich na około były właśnie te oddziały. SS przejęło by funkcje, którą w ZSRR sprawowało NKWD. Pozdrawiam, Radek Rzeszotarski Radek Kapitan Posty: 856Dołączył(a): Pn 14 kwi, 2003 10:01Lokalizacja: Tychy Re: "Polski zamach na Hitlera" Schellenberg N 17 sie, 2003 07:48 Cześć. Przeczytałem Wasze wypowiedzi, które mówią o przejęciu władzy (zwłaszcza przez "stryja Heńka") oraz Hermanna Goeringa, ale żaden z Was nie zaproponował aby Rzeszą rządził Bormann. W końcu też był bardzo bliska Hitlera. Jak myślicie czy jego by słuchali żołnierze Wehrmachtu? Pozdrawiam serdecznie - Schellenberg. Jedna torpeda w celu, jeden statek na dnie - Otto Kretschmer. Schellenberg Podporucznik marynarki Posty: 414Dołączył(a): N 09 mar, 2003 22:15 Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" Scypion N 17 sie, 2003 10:14 Schellenberg napisał(a): Wasze wypowiedzi, które mówią o przejęciu władzy (zwłaszcza przez "stryja Heńka") oraz Hermanna Goeringa, ale żaden z Was nie zaproponował aby Rzeszą rządził Bormann. W końcu też był bardzo bliska Hitlera. Witam. A cóż on miał do gadania w 1939 r. ???? Pozdrawiam. Scypion Scypion Generał brygady Posty: 1132Dołączył(a): Wt 28 sty, 2003 06:25Lokalizacja: Gdańsk Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" renata Pt 29 sie, 2003 20:59 mnie jesli Hitler by zginął z pewnoscią losy wojny potoczyłyby sioe zupełnie inaczej, korzystniej dla plan zamachu na jego zycie planowano juz wiele razy i nigdy nikomu sie nie udało go , ze miał on niesamowite nad nim czuwała, jak to brakowało nie wiele zeby najsłynniejszy zamach na hitlera w Wilczym Szancu nie udał sie do końca, być moze gdyby Stauffenberg miał w walizce jeszcze jedna bombe(której nie zdązył juz zamiescić) Hitler by tym wypadku władze przejełaby jest to opisane w ksiżce Canarisa, autora nie pamietam:) renata Plutonowy Posty: 68Dołączył(a): Śr 27 sie, 2003 21:12 Re: "Polski zamach na Hitlera" Butryk Pt 29 sie, 2003 21:04 Scypion napisał(a):Schellenberg napisał(a): Wasze wypowiedzi, które mówią o przejęciu władzy (zwłaszcza przez "stryja Heńka") oraz Hermanna Goeringa, ale żaden z Was nie zaproponował aby Rzeszą rządził Bormann. W końcu też był bardzo bliska Hitlera. cóż on miał do gadania w 1939 r. ???? O to chodzi drogi Schellenbergu. Nie był to żaden autorytet w 1939 r. Realną potęgę trzymał w rękach chyba jedynie Himmler w tym czasie. Butryk Generał brygady Posty: 1059Dołączył(a): So 17 maja, 2003 19:10Lokalizacja: Brzeg Dolny Medale Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" Halibutt Wt 16 wrz, 2003 13:32 Mariusz napisał(a):(...)Co do ruskiej armii? Pokazala swą siłe w Finlandii. A Wehrmacht był w tym czasie może nie najwiekszym, ale na pewno najsprawniejszym wojskiem na świecie. Uważam, że konflikt rusko- niemiecki to rzecz nieunikniona, ale watpię, czy w 39 r. W tym przypadku stawiam na wiosnę 40. Ala jakby nie było - znów cała zadyma na ziemiach tutaj przychylam się do zdania Suworowa, że Wojna Zimowa była gigantycznym sukcesem Armii Czerwonej. - Niewykonalne zadanie - mocno ufortyfikowany teren - mrozy - śnieg - armia gotowana od wielu lat do ataku na europejskie pola i łąki, nie fińskie lasy i jeziora - czołgi przystosowane do dobrych warunków terenowych i tak dalej. A Sowietom i tak się udało. Z Niemcami w stanie chaosu (jeśli...) Armia Czerwona rzeczywiście mogłaby sobie poradzić. Zwłaszcza że walka o władzę mogłaby uwikłać poważne siły Wehrmachtu w politykę (dywizje ściągane na gwałt do Berlina i tym podobne). A wracając do tematu: powinni byli. Mimo ceny i mimo możliwych następstw. Pozdrawiam The Soviets won the war. We happened to be nearby. Halibutt Podporucznik Posty: 384Dołączył(a): Wt 16 wrz, 2003 11:59Lokalizacja: Warszawa Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" Ponury Wt 10 paź, 2006 20:42 Mariusz napisał(a):W ksiazce Davida Irvinga ,,Wojna Hitlera'' jest mowa o opozycji antyhitlerowskiej juz w 1938 r. Nie jest to jedyna publikacja, która wspomina na podstawie dokumentów że Canaris i reszta z "Czarnej Kapeli" konspirowali już od 1938 roku [wycięte]A pisząc spojrzałeś na datę postu który cytujesz? Nieco inaczej wtedy było na Ostatnio edytowano Wt 10 paź, 2006 21:13 przez Ponury, łącznie edytowano 1 raz "Piszę do ciebie mały gryps, wiedz że broniłem poczty w Gdańsku, tak, dzisiaj rozstrzelają nas..." Horytnica. Ponury Pułkownik Posty: 2548Dołączył(a): So 23 kwi, 2005 00:26Lokalizacja: Gdańsk! Medale Strona WWW Re: "Polski zamach na Hitlera" KastoR Cz 12 paź, 2006 16:35 Witam Wszyscy się zastanawiacie, kto by przejął schedę po Hitlerze... Powinniśmy się raczej zastanowić najpierw ile taka walka o stołek fuhrera by trwała, a później dopiero kto by ją wygrał. Dlaczego tak uważam? Jest początek października (na dobrą sprawę to jeszcze nie jest zima), Stalin ma wojska w zasadzie na pozycjach. Myślę, że dogadanie się jego i Aliantów twałoby naprawdę krótko. Albo najpierw by zaatakował i później pogadał z Francuzami na temat drugiego frontu, albo zrobiłby to w odwrotnej kolejności. Zanim Niemcy, pozbawieni przywódcy oraz sporej liczby dotychczasowych innych potencjalnych liderów (którzy, jak ktoś już wspomniał wcześniej, zgineliby razem z Hitlerem), pozbieraliby się po tej stracie, mieliby już prawdziwą wojnę na dwa fronty, a nie tylko udawaną... Wlk. Brytania zaczęłaby prawdziwe naloty na niemiecki przemysł, to samo francuzi. Uderzenie na Linię Siegfryda nie nastąpiłoby od razu (mimo wszystko francuzi nie byli jeszcze do tego zdolni), jednak z pewnością w końcu miałoby miejsce. (Zawieść Polaczków to co innego, a zawieść potężnego sojusznika jakim okazałby się Stalin, to już inna rzecz). Pamiętajmy, że 1939 roku Niemcy mieli jeszcze stosunkowo słabe siły (to nie wiosna 40'). W obliczu takich wydarzeń, pozbawione przywódcy duchowego niemieckie społeczeństwo miałoby najwięcej do powiedzenia. A ludzie szybko przypomnieliby sobie przegrana wojnę z 1914 roku... Gestapo, inne środki represji?? To wypalało przeciwko Żydom, przeciwnikom, oraz innym podbitym narodom. Pacyfikacja własnego narodu do już całkiem inna sprawa. Do tego doszłaby rywalizacja o władzę dotychczasowych pomagierów Hitlera. Armia, Silna, Mobilna i nowoczesna to jedno. Jednak żadna armia, nawet ta najlepsza, nie jest w stanie podejmować najwiekszych poświęcej i wysiłków jeśli nie popiera jej cały naród. W obliczu podziałow jakie nastąpiłyby w III Rzeszy, takie poparcie dla armii i dalszej wojny nie byłoby już ani takie pewne ani takie duże. Te wszystkie aspekty oraz problemy byłyby do przezwyciężenia. Niemcy mogliby się zjednoczyć ponownie w obliczu nowego wroga (Stalina), jednak na taką reakcję potrzebaby było czasu. Czasu, którego Stalin, atakując od razu, nie dałby Niemcom. pozdrawiam "Historia ludzkości to historia wojen" KastoR Starszy sierżant Posty: 142Dołączył(a): Cz 06 sty, 2005 21:44 Powrót do Rozważania alternatywne Kto przegląda forum Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość 30 października 2012, 5:15. 19. Czy 62-letni właściciel domu w Haczowie, który zabił włamywacza odpowie za zabójstwo? Każdy ma prawo się bronić - protestują internauci. Prawdopodobnie dziś usłyszy zarzuty mieszkaniec Haczowa. Od niedzielnego wieczoru przebywa w policyjnej izbie zatrzymań, podejrzewany o śmiertelne ugodzenie
Stąd Hitler wydawał najważniejsze decyzje. Tutaj dowiedział się, że jego wojsko zaczyna przegrywać, tutaj szprycował się lekami i narkotykami, tutaj próbowano go zabić i tutaj w końcu oszalał. Koniec Polski Wilczy Szaniec Foto: Noizz Jesteśmy w północnej części województwa warmińsko-mazurskiego – regionu, który ma swoje problemy, choć jego anturaż jest wyjątkowy. No bo z jednej strony to miejsce skrzywdzone przemianami ustrojowymi, niedoinwestowaniem oraz swoją peryferyjną lokalizacją, z drugiej – kraina cudownych jezior i kanałów, żeglarskiej mekki dla bogatych z Warszawy i nie tylko. – Na prywatnym lotnisku latem lądują tu latem awionetki z Austrii, Szwajcarii, Niemiec, Litwy. Przylatują do pięciogwiazdkowego hotelu zbudowanego na sztucznej wyspie w Mikołajkach. Załatwiają tam biznesy i bawią się – mówi nam pan Dariusz z Kętrzyna. W pięknym lesie nieopodal swoją rezydencję wybudował Robert Lewandowski. Co z tego, skoro bogaci bawią się w swoich enklawach, a ich obecność niespecjalnie przekłada się na ogólny zysk zwykłych ludzi. Zastawa ze swastykami Foto: Noizz Kwatera Hitlera Foto: Noizz - Tutaj jest bieda. Młodzi wyjechali za granicę. No bo co mają robić? Kiedyś w Kętrzynie mieliśmy browar i kilka innych dużych zakładów pracy, ale pojawiły się koncerny zza granicy i je zamknęły. Zależało im jedynie na tym, by wyniszczyć konkurencję. Teraz nie ma nic – dodaje emerytowany Strażnik Graniczny, który dorabia sobie oprowadzając turystów po okolicy. – Zaraz za tym lasem, może trzy kilometry w linii prostej, jest granica z Rosją. Pilnie strzeżona: płoty, zasieki i tak dalej. Jesteśmy na końcu Polski – mówi. Peryferyjność, wspomniane jeziora, które stanowiły naturalna barierę komunikacyjną, zachęciły niegdyś Hitlera do przeprowadzki na Mazury. Nie groziły tutaj żadne alianckie naloty, bo to jednak kawał drogi od Berlina, za to front wschodni był na wyciągnięcie ręki. W 1941 roku w gęstych mieszanych lasach, na podmokłych terenach, fuhrer zbudował swoją główną wojenną kwaterę – "Wilczy Szaniec". Właśnie stąd Hitler wydawał najważniejsze decyzje. Tutaj dowiedział się, że jego wojsko zaczyna przegrywać. Tutaj też popadał w frustracje, tutaj szprycował się narkotykami, tutaj próbowano go zabić i tutaj w końcu oszalał. Wilczy Szaniec. Jak żyło się w „stolicy świata” Bunkry ukryte w lesie Foto: Noizz Kwatera Hitlera Foto: Noizz Wilczy Szaniec, na wyrost czy nie, przez badaczy tematu oraz mazurskich przewodników potocznie wspominany jest jako druga - po Berlinie - stolica III rzeszy, przez jeszcze innych ówczesną stolicą świata. Z miejsca o ogromnej randze, dziś zostały tylko ruiny i kilka legend. To było jak kompleks kilku małych miasteczek w lesie połączonych dobrej jakości drogami brukowanymi, które służą do dziś. – Hitler, rzecz jasna, był w samym centrum Wilczego Szańca. Od 1941 do 1944 spędził tutaj około 800 dni. W kwaterze głównej i okolicznych „miasteczkach” mieszkało nawet 6 tys. osób, w tym najwyżsi przywódcy NSDAP – mówi przewodnik Wilczego Szańca. Hitler przeniósł tam z Berlina między innymi Ministerstwo Spraw Zagranicznych, sprytnie ukrył niebywale trwałe schrony bombowe, postawił świetnie wyposażone centrum łączności prowadzone przez kobiety. Była też elektrownia, kino, wodociągi. Do swoich celów zagospodarował lotnisko i dworzec kolejowy. Jego ekipa potrafiła zarządzać wojną i nie zapomniała o niczym. Kwatera główna Hitlera Foto: Noizz Momentami było mrocznie Foto: Noizz Architektura i wyposażenie budynków mieszkalnych najpotężniejszych wówczas ludzi świata było naprawdę ubogie. Sam wódz prowadził się spartańsko, przez większość czasu mieszkał w bunkrze. Po pierwsze, żeby było prosto, bo w końcu to wojna i nie można było się rozpraszać, po drugie – rozbudowa „Wilczego Szańca” to proces, który trwał i trwał. Kwatera prawdopodobnie przez cały ten czas była jedynie „wersją roboczą” finalnego miejsca. Miejscem pełnym niedoskonałości - wilgotnym, z komarami i błotem. Zimą był tam hardkor. Osobne domy wybudowano dla największych: Hermana Goering, Heinricha Himmlera, Martina Bormanna, Wilhelma Keitela, Josepha Goebbelsa. Ich wyposażenie zdecydowanie nie było luksusowe, choć lepsze niż w pozostałych rejonach "Szańca". Oryginalne napisy w bunkrach Foto: Noizz Średniej rangi oficerowie spali, jak studenci w 2-3 osobowych stancjach o cienkich ścianach. Słychać było wszystkie szmery. Było zimno. Cmentarz w okolicach Gierłoży Foto: Noizz Niemcy wysadzili bunkry gdy wycofywali się z bazy Foto: Noizz Co by nie mówić - przebywanie tam było i tak znacznie lepsze, niż walka jako mięso armatnie na froncie. Rozrywka w Wilczym Szańcu Ale jakoś trzeba było żyć. Dobrze funkcjonującą linia kolejową dostarczano żywność i inne niezbędne produkty. Pracownicy kompleksu mieli kasyna (tak niegdyś określało się stołówki), gdzie toczyło się życie towarzyskie i kulturalne. Latem mogli wyjść na plażę w Kamieniu. Tam się mogli odstresować. Poza tym zbyt wielu rozrywek nie było. Pozostał alkohol. Wszyscy przewodnicy mówią jednak zgodnie: mimo że Hitler był abstynentem, to jego poddani na pewno pili. Nikt, z kim rozmawiałem, nie potrafił jednak z pełnym przekonaniem powiedzieć, jak intensywnie się to odbywało. Oficerowie dzielili się na równych i równiejszych – przed wodzem specjalnie ukrywać nie musiał się na przykład Borman, chyba najsłynniejszy hulaka tamtych czasów. Posiadówki u niego nie mogły ominąć wiedzy. Było wszystko: alkohol, kobiety, przebieranki. Na dużo mógł sobie pozwolić generał Warmont, szef sztabu generalnego Wermahtu, który mieszkał nieco dalej. Wilczy Szaniec Foto: Noizz Im dalej od centrum, gdzie mieszkał Hiter, tym większe przyzwolenie na "alko". Warto sobie uświadomić, że zdecydowana większość pracowników bazy nigdy Hitlera nie widziała na oczy. I vice versa - byli nieuchtywni. W stołówkach podoficerskich, pojawiał się piwo, wódka i wino. – Fani „Wilczego Szańca” dobrze przekopali teren i jedyne „skarby”, które udało nam się znaleźć w najbardziej zewnętrznych strefach, to butelki po wódce i winie – mówi przewodnik. Alkohol kupowany był najprawdopodobniej w dzisiejszym Kętrzynie, podczas pobytu na przepustkach. - Ostatnio w Zalesiu Kętrzyńskim odkryliśmy najprawdopodobniej dom schadzek oficerskich, ale to niepotwierdzone – powiedział przewodnik. Czym szprycował się Hitler Foto: Noizz Śluza nieukończonego Kanału Mazurskiego Foto: Noizz Śluza nieukończonego Kanału Mazurskiego Foto: Noizz Śluza Kanału Mazurskiego to dziś park linowy Foto: Noizz Choć Hitler był zdeklarowanym abstynentem, to nie można było powiedzieć, że jego umysł pozostawał trzeźwy. Lokalni przewodnicy, którzy próbują odtworzyć socjologię codzienności tamtych czasów, mówią, że im dłużej trwała wojna, tym Hitler coraz bardziej odrywał się od rzeczywistości. Rzadko pojawiał się publicznie, a bezpośredni kontakt miał jedynie z najbliższymi współpracownikami. No i ze swoim lekarzem - Theo Morellem, który codziennie podawał mu leki oraz narkotyki. Hitler wyciągnął swoje zamiłowanie do narkotyków jeszcze z czasów działalności artystycznej, gdzie stał się morfinistą. - Był na co dzień bardzo apatycznym człowiekiem, nic mu się nie chciało, dostał zastrzyk i był kwitnący, wręcz nadpoubliwy. Tolerancja rosła, dostawał coraz silniejsze dawki, ale pojawiały się skutki uboczne - twierdzi przewodnik. Kanał Mazurski Foto: Noizz Hitler najczęściej miał zażywać kokainę, która rzekomo pomagała mu na gardło. – Nazistowski lider przyjmował aż 74 różnych leków, na czele z metamfetaminą, która dostępna była w tabletkach o nazwie Pervitin – pisze brytyjski "Daily Mail", który powołuje się na 47-stronicowy historyczny raport amerykańskiego wywiadu. Szaleństwo Hitlera Wilamowo - lotnisko Hitlera Foto: Noizz Mniej więcej w tamtą stronę rozbił się samolot Fritaza Todta Foto: Noizz 8 lutego 1942 roku na oddalonym o kilka kilometrów od bazy lotnisku w Kętrzynie, tuż po stracie rozbił się samolot ministra uzbrojenia Fritza Todta. Szok był tak duży, że Hitler jeszcze bardziej zraził się do latania. Bał się zamachu, sabotażu i wypadku. - Wolał podróżować pociągami. Dysponował naprawdę świetnie wyposażonymi wagonami - mówi przewodnik. To tylko jedna z obsesji, które prześladowały go w drugiej stolicy III rzeszy. Świadkowie twierdzą, że im bardziej Hitler odlatywał w leki i środki odurzające, tym codzienność z nim stawała się coraz bardziej uciążliwa. Na obowiązkowych, późnonocnych audiencjach, tak zwanych herbatkach, ludzie zasypiali z nudów i zmęczenia. Siedzieć musieli. Tyle, że fuhrer następnego dnia budził się po godzinie 11:00, a inni szli do pracy. On rano, prawdopodobnie na ostrym zjeździe, przyjmował od dr Morella kolejne leki. Stało się to pretekstem do szyderek. Wieloletni towarzysze, tacy jak Borman, przez lata zebrali o Hitlerze wiele informacji, więc w pewnym sensie trzymali go w garści. – Hitler był szefem, którzy rządził twardą ręką, jednak nie myślcie sobie, że z niego nie szydzono. To tak samo, jak w korporacji, gdzie zwyczajni pracownicy chamsko nabijają się ze swoich przełożonych – mówi przewodnik po Wilczym Szańcu. Do szaleństwa doprowadziły go dwa wydarzenia. Najpierw przegrana w kluczowej bitwie pod Staliningradem w 1943 roku, która odwróciła losy II wojny światowej. Po niech fuhrer miał stracić zaufanie do wielu dotychczas ważnych współpracowników i zamknąć się w sobie. Jeszcze większy stres w samym Hitlerze powodowała świadomość, że wojska ZSRR stoją pięćdziesiąt kilometrów od kwatery. Zlecono obwieszenie strategicznych budynków siatkami maskującymi, co wprowadzało stan paranoi. Nieudany zamach na Hitlera w 1944 roku w Wilczym Szańcu Foto: Bundesarchiv, Bild 146-1972-025-10 Wysadzone wnętrza kwater Foto: Noizz Drugim, jeszcze bardziej traumatycznym wydarzeniem była nieudana próba zamachu na życie Hitlera przeprowadzona w Wilczym Szańcu 20 lipca 1944 roku. Spiskowcy na czele z Clausem von Stauffenbergiem, zaufanym człowiekiem fuhrera, podłożyli bombę podczas narady w Wilczym Szańcu. Hitler przeżył atak na skutek kilku zbiegów okoliczności, niefortunnego ułożenia ładunku (część energii pochłonął dębowy stół pod którym umieszczono bombę) i otwarte okna, które wyrzuciły ogromną siłę zewnątrz. W ramach ostrego odwetu, Hitler podjął decyzję o zabiciu 5 tys. osób. Było jasne, że po tych wydarzeniach, bezpieczna enklawa stała się zdobytą twierdzą. 20 listopada 1944 wódz wyprowadził się z Wilczego Szańca, a 131 dni później popełnił samobójstwo. Tekst powstał w oparciu o historie przewodników, którzy oprowadzili autora po Wilczym Szańcu.
Wyjątkowy produkt z najwyższych umysłów naszej społeczności przestępczej. Doskonale rozumiemy, że taki narkotyk jest potrzebny tym, którzy chcą kogoś zabić bez śladu lub zamierzają poświęcić się za sumę ubezpieczenia na śmierć, która trafi do ich bliskich. Dlatego cena jest odpowiednia i nie podlega negocjacji.
128-letni emigrant z Niemiec, który od 1945 roku mieszka w Argentynie, w rozmowie z tamtejszą gazetą "El Patriota" wyznał, że jest zbrodniarzem odpowiedzialnym za śmierć milionów ludzi. Mężczyzna twierdzi, że jest Adolfem Hitlerem i opowiada, jak udało mu się przez tak długi czas ukrywać swoją 128-Year-Old Man Claims He is Adolf Hitler#adolfhitler #oldman #claims #Argentina Weird&WonderfulWorld (@wwwwwwdotcom) June 15, 2017 Czy Adolf Hitler przeżył II wojnę światową i – co więcej – nadal żyje? Tak twierdzi mieszkający w Argentynie staruszek z niemieckim rodowodem, od 1945 roku posługujący się nazwiskiem Herman Guntherberg. Mężczyzna twierdzi, że jest Adolfem Hitlerem, a uciekając przed konsekwencjami swoich czynów zmienił nazwisko i uciekł do Argentyny. 128-latek tłumaczy, że paszport zapewniający mu nową tożsamość został sfałszowany przez Gestapo jeszcze pod koniec II wojny światowej. Dlaczego zbrodniarz, który odpowiada za śmierć milionów ludzi, postanowił ujawnić się po tylu latach? Pan Hitler twierdzi, że zdecydował się na ten krok, gdy w izraelskie służby na dobre porzuciły ściganie nazistów odpowiedzialnych za zbrodnie II wojny światowej. „“Byłem obwiniany o mnóstwo zbrodni, których nigdy nie popełniłem. Właśnie to było powodem, dla którego przez ponad połowę swojego życia musiałem ukrywać się przed Żydami. Już to było dla mnie karą” - mówi mężczyzna podający się za Hitlera. 128-latek zdradził gazecie „El Patriota”, że zamierza wydać swoją autobiografię, by odbudować swój zszargany wizerunek. „Byłem przedstawiany jako okropny człowiek tylko dlatego, że przegraliśmy wojnę. Gdy ludzie poznają tę historię z mojej perspektywy, zmieni się ich postrzeganie mojej osoby” – mówi. Jak zapowiada, książka wydana pod nazwiskiem Adolf Hitler ma mieć swoją premierę we wrześniu tego roku. Nie wszyscy są jednak przekonani o tym, że Herman Guntherberg, który podaje się za Adolfa Hitlera, rzeczywiście nim jest. Żona mężczyzny, Angela Martinez, która jest z nim w związku od 55 lat, twierdzi, że mężczyzna rzeczywiście mógł być zbrodniarzem wojennym, jednak na pewno nie samym Hitlerem. Co więcej, kobieta twierdzi, że 128-latek cierpi na demencję. Martinez dodaje także, że jej mąż nigdy wcześniej nie mówił o Hitlerze – dopóki przed dwoma laty nie zaczął chorować na Alzheimera.
Iwona Sekulska wyszła wieczorem z domu w Nowej Sarzynie i zniknęła. Przez 9 lat nie natrafiono na żaden ślad po niej. Z domu nie zniknęło nic z jej osobistych rzeczy poza telefonem. 22-latka mieszkała z trzema braćmi i rodzicami. Sąsiedzi nie mają o rodzinie dobrego zdania. Siedem lat później jej brat bestialsko zabił sąsiadkę dla pieniędzy. Czy ma na sumieniu więcej zbrodni? 19:05 zanonimizowany12912325 Konsul Był wizjonerem, geniuszem polityki, chciał jak najlepiej dla Niemiec, wygrzebał swój kraj z kryzysu, ale niestety pociągnąl przy tym do grobów dziesiątki milionów niewinnych ludzi. Gdyby nie jego imperialistyczne i rasistowskie zapędy to zostałby zapamiętany jako największy człowiek XX wieku, a tak to zasłużył na swój koniec. post wyedytowany przez zanonimizowany1291232 2019-09-01 19:10:27 08:22 Nie da się bronić Hitlera, nie ma moralnej opcji, żeby usprawiedliwiać tego człowieka. Żadne kilometry zbudowanych autostrad i żadna poprawa sytuacji gospodarczej kraju nie może zrównoważyć ogromu zbrodni, jakich dopuścił się jego nie znaczy, że wszystko to co robił należy potępiać i wszystko co kojarzy się z Hitlerem jest złe - lubił psy, ja też lubię, ale to nie czyni ze mnie nazisty. Natomiast próba obrony jego osoby jako całości jest czymś zwyczajnie niewłaściwym. 09:17 Tylko, że poprawa sytuacje ekonomicznej Niemiec przez NSDAP to mit wykreowany przez nazistów. Kryzys w Niemczech zakończył się na początku lat 30-tych na krótko przed dotarciem NDSAP do władzy. Inwestycje może i robiły wrażenie ale były robione na kredyt i to na skalę jakiej gospodarka Niemiec udźwignąć nie mogła. Niemcy do 1940 musieli rozpocząć działania wojenne by nie pójść z torbami. We wrześniu 1939 byli na skraju bankructwa a gigantyczne nakłady na przemysł zbrojeniowy sprawiały, że gospodarka ledwo dyszała, brakowało kluczowych surowców itd. Cała polityka nazistów od początku zakładała dążenie do wojny i tylko w takim dążeniu miała sens. O tym, że Niemcy do wojny będą dążyć (i to w relatywnie niedługim czasie) osoby obserwujące ten kraj zarówno społecznie jak i gospodarczo ostrzegały niemal zaraz po przejęciu władzy przez NDSAP. Nie mieli innego co przyczyniło się do uśpienia czujności przywódców zachodnich to były dwie rzeczy:1) Niemcy do wojny z Polską przygotowywały się już w latach 20-tych, jednak wielki kryzys pokrzyżował ich plany. Po jego zażegnaniu do władzy doszli naziści a to doprowadziło do zerwania wojskowej współpracy z ZSRR, która to miała prowadzić to tego ataku2) właśnie w nastawieniu do komunistów i ZSRR upatrywano nadzieje, że wojna, do której będzie dążył Hitler skoncentruje się tylko na wschodzie a dwa totalitarne systemy się wykrwawiąCałość założeń choćby brytyjskiej dyplomacji poszła się paść w momencie gdy Rzesza wznowiła rozmowy z ZSRR. Wtedy zwłaszcza Francuzom zależało na wciągnięcie w sojusz Polski. Czemu? By zmienić kierunek natarcia Niemiec. Pierwotnie Hitler chciał się z nami dogadać nie dlatego, że nas lubił tylko by móc spokojnie pokonać aliantów zachodnich z bezpiecznymi plecami. Potem chciał nas wykrwawić w wojnie z ZSRR i wykorzystać Rzeczypospolita jakie przedmurze. Tak wykrwawiona Polska dałaby się łatwo wchłonąć. 12:28 @elathirNie czuję się specjalistą, jednak zwykle w kontekście Hitlera źródła historyczne mówią o jego pozytywnym wpływie na gospodarkę i nastroje społeczne. Innym faktem jest, że Niemcy nie posiadały bazy surowcowej, która pozwalałaby im prowadzić wojnę, na którą się porwali. Ze wspomnień z tamtych czasów wyziera permanentny deficyt wszystkiego na każdym poziomie. 12:56 13:42 "wygrzebał swój kraj z kryzysu"Skąd te rewelacje? Do 1939 roku prawie dwukrotnie doszło do bankructwa III Rzeszy. Uratowało ich tylko rabowanie żydowskich majątków. A po '39 rabowanie majątków z podbitych krajów.
Wiele wskazuje na to, że za zamachem w Bürgerbraukeller w Monachium stał Heinrich Himmler. Czy to możliwe, żeby najbliższy współpracownik Hitlera chciał go zabić? Zobacz film Hitler był wielokrotnie atakowany już od pierwszych dni jego udziału w polityce (tj. od 1921 roku). Ocenia się, że jego wrogowie dokonali ok. 30 zamachów.
70 lat temu doszło do najsłynniejszego zamachu na Adolfa Hitlera, którego dokonał pułkownik Claus von Stauffenberg. Niemiecki oficer jest dla wielu bohaterem, a przecież prób zabicia jednego z największych zbrodniarzy XX wieku było znacznie więcej. Przywódca nazistów kilkadziesiąt razy ocierał się o może najbliżej był jej w tzw. Wilczym Szańcu w Gierłoży obok Kętrzyna. Zwiedzający pozostałości jednej z kwater Adolfa Hitlera często zadają pytanie, jak zamachowcy mogli wtargnąć do tej betonowej się to udać tylko komuś zaufanemu, kto miał bezpośredni dostęp do wodza. Taką osobą był w 1944 r. pułkownik Claus von Stauffenberg, szef sztabu, dowódca wojsk pomocniczych, a jednocześnie jeden ze wysokich rangą wojskowych i działaczy zamierzała najpierw zabić Hitlera, następnie przejąć władzę w Niemczech, a na koniec próbować zawrzeć pokój aliantami, którzy w czerwcu 1944 r. wylądowali we Francji. Walkiria nie wypaliłaPlan miał szansę powodzenia, ale Hitler musiał zginąć od wybuchu bomby, jaką von Stauffenberg wniósł na salę obrad. Tymczasem, choć ładunek przyniesiony w teczce eksplodował, a wybuch zabił cztery osoby, to wódz Trzeciej Rzeszy ocalał. Co więcej, już kilka godzin po zamachu był w stanie powitać Benito Mussoliniego, przywódcę faszystowskich Włoch, który przyjechał odwiedzić go w Wilczym Szańcu. Eksperci i historycy są dziś zgodni, że gdyby do eksplozji jednokilogramowej bomby doszło w zamkniętym bunkrze, a nie w baraku sztabowym, to żadna z obecnych na naradzie 24 osób by nie przeżyła. Los ewidentnie sprzyjał Hitlerowi, który szybko przystąpił do tłumienia zamachowcy próbowali wcielić w życie swój plan Walkiria, polegający na przejęciu władzy w kraju przez Wehrmacht, to już w nocy w dniu zamachu sytuacja w Berlinie była opanowana. Spiskowcy, z których wielu w ostatniej chwili stanęło jednak po stronie Hitlera, poddali się oddziałom wiernym führerowi. - Wyszedłem z zamachu całkowicie bez szwanku, z wyjątkiem drobnych zadrapań, siniaków i oparzeń - mówił wódz nazistów w przemówieniu radiowym, które wyemitowano w dzień po zamachu. - Przyjmuję to jako potwierdzenie mojego zadania, zleconego przez Opatrzność, by dalej realizować cel życiowy. Grupa ludzi, którą ci uzurpatorzy reprezentują, nie ma nic wspólnego z niemieckim Wehrmachtem i niemiecką armią. Tym razem rozliczymy nasze krzywdy w stylu narodowych socjalistów!Ten styl oznaczał pokazowe procesy i wyroki śmierci wydane jeszcze przed pierwszą rozprawą. Na śmierć skazywano nawet ludzi, którzy tylko w pośredni sposób byli związani ze z takich osób był Michael graf von Matuschka, wieloletni starosta opolski. Skazano go na śmierć i konfiskatę całego majątku 14 września 1944 r. Arystokratę powieszono w berlińskim więzieniu Plötzensee wkrótce po ogłoszeniu wyroku. W ten sam sposób zgładzono tam blisko 100 osób podejrzanych o udział w zamachu na Hitlera. Niemcy potrzebują bohateraRozstrzelanego już w nocy z 20 na 21 lipca Clausa von Stauffenberga przez wiele lat traktowano w Niemczech z dużą rezerwą. Nie brakowało opinii, że był zwyczajnym zdrajcą i okrył hańbą mundur żołnierza. Dziś te oceny są inne, bo Niemcy potrzebują bohatera, który choć przez lata popierał ideologię nazistowską, to jednak pod koniec wojny odważył się zgładzić Adolfa Hitlera. Obecnie budynek, w którym zbierali się spiskowcy, stoi przy ulicy Stauffenbergstrasse, z kolei na dziedzińcu, gdzie rozstrzelano zamachowców, przysięgę składają oficerowie niemieckiej Bundeswehry. Legendę von Stauffen-berga utrwalił też świetny amerykański film "Walkiria", gdzie w rolę pułkownika wcielił się Tom wszystko powoduje, że coraz mniej osób pamięta, że wodza Trzeciej Rzeszy próbowano zgładzić kilkadziesiąt razy, a pierwsze próby podejmowano jeszcze zanim wybuchła II wojna światowa. W samych Niemczech, które dały władzę partii nazistowskiej, istniała przez lata silna opozycja, a wielu ludzi przeczuwało, że Hitler doprowadzi ich kraj do w 1932 roku, w trakcie kampanii wyborczej, jaką prowadził przywódca nazistów, niedaleko Monachium anonimowi napastnicy ostrzelali przedział pociągu, którym podróżował z Josephem Goebbelsem. Hitler nie został nawet draśnięty, podobnie jak w czasie zamachów w Stralsundzie czy w Norymberdze, gdzie ostrzelano samochód, którym jechał jako 1933 r. - już po dojściu nazistów do władzy - odnotowano próby trzech kolejnych zamachów. Np. komunista Beppo Römer dostał się do gmachu Kancelarii Rzeszy, ale tam zatrzymało go były motywy, jakimi kierowali się zamachowcy. Szwajcarski student teologii Maurice Bavaud widział w Hitlerze antychrysta. W listopadzie 1938 r. Bavaud miał zabić Hitlera podczas marszu nazistów w Monachium, dla upamiętnienia nieudanego puczu monachijskiego z 1923 roku. Udając dziennikarza, uzyskał wstęp na trybunę przy trasie przemarszu i w dniu parady stanął w pierwszym rzędzie publiczności. Miał przy sobie pistolet, ale ze względu na dużą odległość od Hitlera nie zdecydował się na w banalny sposób, bo zatrzymano go potem za jazdę bez biletu. Znaleziono przy nim broń, a podczas śledztwa wydobyto wszystkie szczegóły akcji. Bevaud - podobnie jak wielu innych zamachowców - swój żywot zakończył w obozie z nich był Johann Georg Elser. Skonstruowana przez niego bomba zniszczyła 8 listopada 1939 roku monachijską Piwnicę Mieszczańską, w której co roku przemawiał Adolf Hitler, aby uczcić towarzyszy poległych w puczu wyniku wybuchu zginęło 8 osób, a 60 zostało rannych, ale przywódca Trzeciej Rzeszy znów uciekł śmierci spod kosy, bo nieoczekiwanie dla wszystkich skrócił przemówienie o pół godziny. Zamachowca szybko złapano i oskarżono o współpracę z Anglikami. Twardych dowodów na to nigdy jednak nie znaleziono. A Elser - z zawodu stolarz, a z przekonania antynazista i komunista - do końca swoich dni przekonywał, że działał w kształcie koniakuSam nie działał na pewno pułkownik Hening von Tresckow, który wspólnie z grupą innych oficerów Wehrmachtu usiłował zgładzić Hitlera w 1943 opisuje Guido Knopp w książce "Zabić Hitlera", niemieckie klęski pod Moskwą i Stalingradem uzmysłowiły wielu oficerom, że pokonanie ZSRR jest nierealne. Co więcej, oficerowie ci uważali, że to wyłącznie Hitler i naziści plamią honor niemieckiej szukano sposobu na uśmiercenie dyktatora. Zdecydowano się na nietypowe, ale bezpieczne dla spiskowców rozwiązanie. Skonstruowano bombę, która miała być podłożona do samolotu, którym Hitler przyleciał na front wschodni. Zamach miał wyglądać jak wypadek, a bombę z zapalnikiem ukryto w paczce przypominającej pakunek z butelkami koniaku. Wybuch jednak nie nastąpił. Zamachowcy nie przewidzieli, że przedział bagażowy samolotu nie był uszczelniony ani ogrzewany. Dlatego detonator zawiódł w niskiej nie zniechęciła von Tresckowa. Już tydzień później spiskowcy usiłowali zabić wodza na wystawie zdobycznej broni radzieckiej w Berlinie, a przy okazji zginąć mieli również Herman Göring i Joseph Goebbels. Pułkownik Rudolf-Christoph von Gersdorff był w grupie spiskowców, a jednocześnie organizował wystawę i odpowiadał za oprowadzanie gości. Choć zdecydował się na zamach i śmierć samobójczą, to jednak po uruchomieniu przez niego zapalnika, Hitler wraz ze świtą niespodziewanie opuścił budynek. Von Gersdorff w ostatniej chwili rozbroił bombę, którą ukrywał w i Polacy też próbowaliZgładzenie jednego z największych zbrodniarzy świata rozważali również Brytyjczycy. Słynna operacja Foxley zakładała zabicie Hitlera w jego górskiej rezydencji Berghof. Wódz czuł się tam bezpiecznie, liczono na mniejsze problemy z ochroną. Rozważano na poważnie kilka wariantów akcji i jak ujawniono dopiero kilkanaście lat temu, planowano użycie np. śmiertelnego wąglika. Ostatecznie Brytyjczycy zrezygnowali z zabójstwa Hitlera, bo uznali, że bardziej korzystne jest dla nich... utrzymanie go przy życiu. W ostatnich latach wojny wódz podejmował często fatalne decyzje, a po jego śmierci niemieccy generałowie znów mogli zyskać na znaczeniu. Wprawdzie od 1942 roku - gdy Niemcy ponieśli klęskę pod Stalingradem - wojna była dla nich przegrana, ale trwałaby dłużej, gdyby głównodowodzącym wojsk nie był Adolf kartę w historii zamachów na führera mają Polacy. Do jednego z zamachów mogło dojść już 5 października 1939 roku w Warszawie. Na trasie triumfalnego przejazdu wodza Trzeciej Rzeszy członkowie Służby Zwycięstwu Polski podłożyli kilkaset kilogramów materiałów wybuchowych. Hitler przemknął tuż obok, ale do wybuchu nie doszło, bo saper nadaremnie czekał na sygnał. Brytyjski historyk Roger Moorhouse, autor książki "Polowanie na Hitlera", uważa, że usunięcie Hitlera w tym czasie miałoby decydujący wpływ na wojnę, bo führer był główną siłą napędową konfliktu. Po jego śmierci władzę mógłby przejąć np. silny wówczas Hermann Göring, który znany był z tego, że podejmował rozważne decyzje i słuchał generałów. Tak naprawdę nie dowiemy się już jednak nigdy, czy rzeczywiście zabójstwo człowieka, który wydawał wyroki śmierci na miliony ludzi, mogło zmienić bieg historii. Hitler dotrwał niemal do końca wojny w okrążonym przez Rosjan Berlinie. Wiele wskazuje na to, że zastrzelił się 30 kwietnia 1945 roku, a potem jego ciało spalono.
Czy jak ktoś zabił kogoś w OBRONIE WŁASNEJ to pójdzie do piekła za to zabójstwo ? 2011-05-08 17:18:50 Jak w dawnych czasach ludzie walczyli na wojnie i zabijali innych w obronie ojczyzny i ginęli , to szli do piekła , bo zabili tyle osób , czy do nieba , bo bronili ojczyzny ? .,. 2012-05-27 21:00:13
Większość ludzi sądzi, że to austriacki zbrodniarz jest największym mordercą w dziejach ludzkości. Jak pokazuje ta popularna grafika, nazista musi ustąpić miejsca dwóm innymi krwawym dyktatorom. Adolf Hitler bez wątpienia jest uosobieniem wcielonego zła. Jego złowieszczy wizerunek, który zadomowił się w naszej kulturze, kojarzony jest z zatrważającą liczbą ofiar. Jednak to wcale nie on ma na sumieniu największą liczbę zabitych z jego rozkazu i chorej ideologii. Nazistowskiemu dyktatorowi ustępuje Józef Stalin oraz chiński przywódca - Mao Zedong. Ten pierwszy odpowiedzialny jest za śmierć 23 milionów istnień. Mao natomiast wedle szacunków ma na sumieniu około 78 milionów żyć. Dyktatorzy i ich ofiary Foto: Materiały prasowe Oczywiście liczby te trudno oszacować nawet po latach. Polityka zewnętrza i wewnętrzna dyktatorów miała często długofalowe konsekwencje, a ludzie padający jej ofiarą, umierali z głodu, wycieńczenia przymusową pracą czy fatalnymi warunkami życia.
Adolf Hitler i jego generałowie przygotowywali się na ten moment od wielu miesięcy. W niedzielę 22 czerwca 1941 roku o godzinie 3.15 Wermacht zaatakował Związek Radziecki. książki z kategorii Beletrystyka wszystkie fantasy, science fiction klasyka kryminał, sensacja, thriller literatura piękna powieść historyczna Literatura faktu wszystkie biografia, autobiografia, pamiętnik reportaż publicystyka literacka, eseje Literatura popularnonaukowa wszystkie historia popularnonaukowa Pozostałe wszystkie poradniki militaria, wojskowość religia Tagi Najpopularniejsze: Najpopularniejsze: hitler milosc milosierdzie milość milość pocałunek milszewski milva geralt mimesis malewicz... mimi mimo to mimo wszystko mimotowatość minaret pozycja mindfullness mine minerał minerały minerwa... minette walters ming minho mini cooper miniatury miniaturzystka minimalizm... ministranci ministrant mino raiola ajax... minotaur minus minuty słabość ob... Autorzy Najpopularniejsi: Najpopularniejsi: Andrzej Pilipiuk Éric-Emmanuel Schmitt George Orwell Erich Maria Remarque Bohumil Hrabal Richard Dawkins Joanna Jax Wiktor Suworow Bogusław Wołoszański Piotr Zychowicz Józef Mackiewicz Antony Beevor Hans Hellmut Kirst Józef Hen Stefan Kisielewski Cykle Najpopularniejsze: Najpopularniejsze: Historia Trzeciej Rzeszy brak Spowiedź Hitlera Brak Historia II wojny światowej [Bellona] Gregory Sallust Message to Adolf Sortuj: BYŁ SOBIE raz dziwny mały człowieczek, który podjął trzy ważne życiowe decyzje: 1. Zrobił sobie przedziałek po innej stronie niż wszyscy. 2. Zapuścił sobie mały kanciasty wąsik. 3. Postanowił, że zdobędzie władzę nad światem. Dodał/a: konto usunięte W ł a d z a ! Pomyśl; im bardziej człowiek jest pomylony, tym więcej może mieć władzy! Na przykład Hitler. Aż się w głowie kręci, nie? Warto się nad tym zastanowić Dodał/a: tyberiusz Religia żydowska kładzie nacisk na szacunek, chrześcijańska na miłość. Zadaję sobie pytanie: czy szacunek nie jest ważniejszy od miłości? A także łatwiejszy do zastosowania... Kochać swojego nieprzyjaciela, jak proponuje Jezus, i nadstawiać drugi policzek, uważam, że to godne podziwu, ale trudne do wykonania. Zwłaszcza w tej chwili. Nadstawiłbyś drugi policzek Hitlerowi, powiedz? - Nigdy! - Ja też nie! To prawda, że nie jestem godny Chrystusa. Życia mi nie starczy, by go naśladować... Ale czy miłość może być obowiązkiem? Czy można rozkazywać sercu? Nie sądzę. Według wielkich rabinów szacunek jest lepszy od miłości. Jest trwałym zobowiązaniem. To mi się wydaje możliwe. Mogę szanować tych, których nie lubię, lub tych, którzy są mi obojętni. Ale kochać? Zresztą czy muszę ich kochać, skoro ich szanuję? Miłość to trudna rzecz, nie można jej wywołać ani kontrolować, ani też zmusić, aby trwała. Tymczasem szacunek... Dodał/a: Donnie Darko Wystarczyło tu i tam powiedzieć 'Heil Hitler' i wszystko było cacy. Dodał/a: konto usunięte Pozbycie się Hitlera kosztowało trzydzieści milionów ludzkich istnień. Najemnik mógłby tego dokonać przy pomocy jednej kuli, kosztującej mniej niż szylinga. Dodał/a: MacG Gdy Tomek nie słucha Zosi, pouczam go, że Hitler, jak był mały, zawsze słuchał swojej mamy. Dodał/a: PannaJoanna Zza drgającego żaru widać było brunatne koszule i swastyki. Nie ludzi, tylko mundury i emblematy. Dodał/a: iuss Nawet Adolf Hitler, powszechnie uznawany za uosobienie bezgranicznego zła, "ustępuje" pod pewnymi względami Kaliguli czy Dżyngis-chanowi. Bez wątpienia Hitler zabił więcej ludzi niż chan Mongołów, ale miał do dyspozycji XX-wieczną technikę. Czy jednak Hitler czerpał osobistą przyjemność z przyglądania się swym ofiarom "zalanym krwią i łzami", co bez wątpienia bardzo bawiło Dżyngis-chana? Chyba nie - osądzamy Hitlera jako wcielenie zła, kierując się współczesnymi kryteriami, to moralny Zeitgeist jest dziś zupełnie inny niż w czasach Kaliguli, tak samo, jak zmieniła się przez ten czas technika. Hitler jest dla nas tym, czym jest, gdyż zmieniły się nasze standardy - złagodnieliśmy. Dodał/a: piotr111 Sądziliśmy, że Niemcy są słabe, a Hitler blefuje. Dodał/a: Mroczne-Strony Hitler (...) zabijał i wcale nie chciał, aby go kochano, przyznawano rację, sprawiedliwość oraz humanitaryzm. Stalin zabijał i domagał się od swych ofiar miłości oraz potwierdzenia, że jest najlepszym przyjacielem ludzkości [przedmowa Andrzeja Szczypiorskiego]. Dodał/a: Marcin Senderski Poprzednie 1 2 3 4 5 6 ... 12 13 Następne Popularne artykuły
Publicystyka. Komentarze. Śmierć Jewgienija Prigożyna. Czy kogoś ona zdziwiła? Właściciel najemników zginął niedaleko od rezydencji prezydenta Władimira Putina nad jeziorem Wałdaj
5 października 1939 r., w czasie niemieckiej defilady zwycięstwa w Warszawie, polscy saperzy planowali zamach na Hitlera. Gdyby tylko udało się zdetonować 500 kg trotylu, druga wojna światowa potoczyłaby się zupełnie inaczej. Prób zabójstwa wodza III Rzeszy było przynajmniej kilkadziesiąt. Z każdego zamachu wychodził bez szwanku, co pozwalało mu wierzyć, że czuwa nad nim Opatrzność. We wrześniu 1939 r. Hitler wielokrotnie zmieniał miejsce postoju i odbył przynajmniej dziewięć wypraw na front. Po Polsce przemieszczał się zazwyczaj w kawalkadzie pojazdów. Najpierw jechały motocykle i dwa samochody rozpoznania. Dalej konwój führera, składający się z dwóch grup sześciokołowych limuzyn marki Mercedes ze składanymi dachami. W pierwszej grupie jechał Hitler na tylnym siedzeniu; oprócz kierowcy towarzyszyli mu adiutanci i członkowie obstawy. Za nim dwa kolejne samochody z obstawą, samochody eskorty SS i ochroniarzy z RSD (osobista służba bezpieczeństwa Hitlera), samochód adiutantów i samochód łącznikowy. W drugiej grupie Mercedesów mogli jechać inni wysocy rangą naziści, a także zaproszeni goście. Był także wóz rezerwowy, bagażowy, kuchnia polowa i cysterna z benzyną. Na końcu jechała druga grupa motocyklistów, pluton łączności oraz oddział przeciwczołgowy. 28 września Niemcy zmusili Warszawę do kapitulacji. Od 1 października niemieckie oddziały sukcesywnie wkraczały do przygnębionej klęską stolicy. Upojony sukcesem Hitler przygotowywał się do odebrania defilady zwycięskiej 8 Armii gen. Blaskowitza. 5 października Hitler przyleciał do Warszawy. Na lotnisku Okęcie został powitany przez generałów: Brauchitscha, Blaskowitza i Reichenaua, po czym w uzbrojonym konwoju przejechał do Śródmieścia. Jego wizyta miała przebiegać z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa. Centrum miasta zostało szczelnie zamknięte i oczyszczone z ludności cywilnej. Na ulicach zawisły flagi III Rzeszy. Setki policyjnych patroli przemierzały ulice, a na dachach wyższych budynków ustawiono karabiny maszynowe. Do miejsc bezpośrednio przylegających do trasy defilady dopuszczono wyłącznie niemiecki personel wojskowy. Nielicznym niewysiedlonym mieszkańcom pod groźbą śmierci zakazano otwierania okien lub opuszczania mieszkań i domów. Dodatkowo Niemcy zażądali wysokiej rangi zakładników jako zabezpieczenia przed potencjalnym zamachem. Uwięziono 12 członków władz miejskich, w tym byłego prezydenta miasta Stefana Starzyńskiego. Przygotowanie zamachu na tak chronionego człowieka musiało być zadaniem niezwykle trudnym. Jego organizacji podjął się gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski, który w ostatnich dniach września tworzył zaczątki przyszłej organizacji konspiracyjnej – Służby Zwycięstwu Polski. Michał Tokarzewski zapisał we wspomnieniach: „Z kolegą przewidzianym na szefa dywersji omówiłem założenie ładunku pod budynkiem Dyrekcji Kolei i zorganizowanie odpalenia go w momencie przewidywanego tamtędy przejazdu Hitlera po prawdopodobnej defiladzie zwycięstwa”. Tym szefem dywersji miał zostać mjr Franciszek Niepokólczycki ps. Teodor, dowódca kompanii saperów w Cytadeli, który przygotował całą operację, nie uczestniczył jednak w ostatecznym wykonaniu zadania. Zlecił je swoim żołnierzom i oficerom z 60 Batalionu Saperów Armii Modlin. Dokładny przebieg przygotowań znany jest jedynie z powojennej relacji por. Dominika Żelazki, który miał pewien wkład w akcję. W pierwszych dniach września 1939 r. Żelazko walczył w kompanii por. Unterbergera pod Mławą. Por. Żelazko dowodził plutonem. Niefortunnie w ogniu walk wraz z kilkunastoma żołnierzami znalazł się poza oddziałem. Po powrocie do kompanii żołnierze usłyszeli zarzut dezercji z pola walki i groźbę sądu polowego z przewidywaną za to karą śmierci. Por. Żelazko wrócił do Warszawy i czekał na rozwój wypadków. Kilka dni przed kapitulacją stolicy przyprowadzono go do dowódcy batalionu mjr. Niepokólczyckiego, a ten miał się zwrócić do niego słowami: „Daję panu porucznikowi do wyboru: albo sąd, albo zadanie, którego pomyślne wykonanie zmaże z pana wszelkie podejrzenia i wszelkie winy. Proszę wybierać”. Żelazko wybrał zadanie. Później okazało się, że było ono niesłychanie niebezpieczne. 25 września, w tzw. czarny poniedziałek (na Warszawę spadło 560 ton bomb burzących i 72 tony bomb zapalających), gdy nawet na chwilę nie ustawał ostrzał artyleryjski, por. Żelazko z kilkoma żołnierzami pobrał z magazynu przy ul. Burakowskiej w Warszawie ładunek trotylu, który miał przewieźć na róg ul. Książęcej i Rozbrat. Ładunek załadował na wozy taborowe i ruszył ulicami stolicy. Konie musiał prowadzić za uzdę, by się nie spłoszyły. Szedł kilka godzin. Gdy Żelazko wreszcie przekazał ładunek Unterbergerowi, ten ponoć powiedział: „Panie poruczniku, udowodnił pan, że nie jest dezerterem, a jeśli uda nam się to, co zamierzamy, będzie pan bohaterem”. Na tym zakończyła się misja Żelazki i w dalszych przygotowaniach do zamachu nie brał udziału. Pierwszy dowódca Polskiego Państwa Podziemnego gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski wspominał, że podłożono dwa olbrzymie ładunki wybuchowe. Umieszczono je (każdy po 250 kg trotylu) w skrzyniach wraz z „pewną liczbą pocisków artyleryjskich”. Materiał schowany był w sposób niewzbudzający żadnych podejrzeń w rowie przeciwczołgowym, wykopanym w dniach oblężenia Warszawy. Skrzynie przysypano ziemią i prowizorycznie wykonaną nawierzchnią, a następnie przykryto doprowadzoną do normalnego stanu jezdnią. Jeden ładunek umieszczono w pobliżu gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego, na zachodnim rogu Nowego Światu i Alei Jerozolimskich; drugi – w gmachu Dyrekcji Kolei na wschodnim rogu (po wojnie zbudowano tam gmach KC PZPR). Obydwa dokładnie na trasie, którą miał przemierzać Adolf Hitler. Generał Karaszewicz-Tokarzewski polecił połączyć ładunki kablem, jego końcówki doprowadzić do piwnicy jednego ze zrujnowanych domów w sąsiedztwie i czekać na dalsze rozkazy. W sąsiadującym z BGK budynku czuwały na zmianę, dzień i noc, dwa posterunki – każdy złożony z saperów i oficera. Zadanie założenia ładunków wykonali dowodzący akcją por. Franciszek Unterberger, kpt. Edward Brudnicki, a być może i por. rez. Czesław Sawicki. Następnego dnia Hitler przejeżdżał w długim korowodzie samochodów uprzątniętymi z gruzu ulicami Warszawy. Podczas przejazdu przez Aleje Ujazdowskie rzesze żołnierzy entuzjastycznie pozdrawiały swego wodza, który stał na przednim siedzeniu Mercedesa. Punkt kulminacyjny obchodów przewidziany był na krótkim odcinku Alei Ujazdowskich, gdzie między Piękną a wylotem ulicy Chopina, wśród willi i eleganckich budynków dawnych ambasad, zbudowano niewysoką trybunę, przybraną swastykami i wielką niemiecką flagą wojenną. Tutaj, przy dźwiękach wojskowej orkiestry, Hitler w otoczeniu generałów patrzył dumnie na maszerujących w szeregach żołnierzy piechoty, kawalerii i artylerii. Po blisko dwóch godzinach, gdy defilada zbliżała się do końca, Hitler wsiadł do swego Mercedesa i całą kawalkadą pojazdów ruszył w kierunku placu Piłsudskiego. Pokonując Aleje Ujazdowskie i Nowy Świat, stał na miejscu pasażera z podniesioną w nazistowskim geście ręką. Tymczasem, kilkadziesiąt metrów dalej, mała grupa polskich żołnierzy czekała przyczajona w ruinach jednego z pobliskich budynków na odpowiedni moment odpalenia zapalników... Niestety, Hitler, witany okrzykami swoich żołnierzy, bezpiecznie opuścił skrzyżowanie i odjechał w stronę Starego Miasta. Jeszcze tego samego dnia wrócił samolotem do Berlina. Dlaczego nie zdetonowano ładunku? Jan Nowak-Jeziorański w książce opisującej historię polskiego podziemia czasów drugiej wojny zapisał: „Tokarzewski tłumaczył mi po wojnie, że nie miał jeszcze wtedy żadnego wywiadu i że defilada zaskoczyła zamachowców. Niepokólczycki nie dostał się tego ranka na miejsce, bo Niemcy zamknęli dostęp do ulic, którymi miał przejechać Hitler. Oficer obecny na miejscu otrzymał wprawdzie rozkaz działania na własną rękę, ale tylko w wypadku, jeśli nie będzie cienia wątpliwości, że widzi przed sobą samego Hitlera. Stawka była za wielka, by można było pozwolić sobie na pomyłkę. Nie wiedząc, kto przyjmował defiladę: Hitler czy Blaskowitz albo Brauchitsch, zawahał się i nie dał znaku do odpalenia detonatora w chwili, gdy korowód aut przemknął mu przed nosem”. Trzej niedoszli wykonawcy – por. Unterberger, kpt. Brudnicki i ppor. Sawicki – mimo że wcześniej złożyli przysięgę konspiracyjną (wstąpienie do Służby Zwycięstwu Polski), po nieudanej akcji z powrotem założyli mundury i zgłosili się do niemieckiej niewoli. Ładunki z trotylem i pociskami zostały rozbrojone kilka dni później i przeniesione w inne miejsce. Niezwykle ciekawie atmosferę 5 października oddają świadkowie tamtych wydarzeń, mieszkańcy Warszawy. Józef Małgorzecki: „W Alejach Ujazdowskich odbywała się defilada wojsk niemieckich. Stamtąd kolumny wrogiej armii skręcały w Aleje Jerozolimskie i Marszałkowską w kierunku Saskiego Ogrodu. Staliśmy z żoną na rogu Świętokrzyskiej pod kolumnami PKO. Nad wejściem do gmachu widniał polski orzeł i jakaś sentencja prezydenta Mościckiego. Warszawiacy stali na chodnikach w milczeniu, a ulicą ciągnął nieprzerwany potok ludzi, maszyn i koni. Żołnierze wygoleni, butni, jechali na samochodach, inni siedzieli na wypasionych koniach ciągnących działa, moździerze, cekaemy. Czołgi ciężkie i lekkie jechały ze zgrzytem gąsienic. Na chodnikach panowała przeraźliwa cisza. (…)”. Teodora Żukowska opisuje zachowanie jej niemieckich sąsiadów, mieszkających wówczas w Warszawie: „Postanowiłam wreszcie wyjść do miasta. Dotychczas prawie nie ruszyłam się z mieszkania, wolałam go pilnować. Na dole przy bramie Niemcy nie wypuścili mnie, nie podając żadnego uzasadnienia. Byłam wściekła. Musiałam zawrócić. Na schodach spotkałam jednego z naszych niemieckich sąsiadów z przeciwka. Zatrzymałam go i zirytowana zapytałam, dlaczego nie pozwalają mi wyjść. Wydawał się jakiś rozgorączkowany. Jego oczy zza okularów błyszczały. »Führer jest dzisiaj w Warszawie – zachłysnął się nieomal. – Odbiera defiladę zwycięstwa niedaleko stąd«. W głosie jego wyczuwało się bezgraniczne uwielbienie, miałam wrażenie, że przy wymawianiu nazwiska Hitlera najchętniej by stanął na baczność”. Podobne spostrzeżenia zapisała w swych pamiętnikach Leni Riefenstahl, reżyserka słynnych nazistowskich filmów „Triumf woli” i „Olimpia”, która przyleciała na warszawską defiladę razem z ekipą filmową: „Stałam przy Allgeierze, tuż obok Hitlera, i widziałam, jak maszerujący żołnierze wpatrywali się w niego jak zahipnotyzowani. Sprawiali wrażenie, że każdy zrobiłby wszystko na jego rozkaz. Gotowi byli za niego umrzeć”. Jedno jest pewne – gdyby warszawski zamach doszedł do skutku, zabijając wodza nazistowskich Niemiec, wojna potoczyłaby się zupełnie inaczej. Korzystałam z: Roger Moorhouse „Polowanie na Hitlera”, 2006 r.; Jan Nowak-Jeziorański „Kurier z Warszawy”, 2002 r.; Teodora Żukowska „Na skraju dwóch światów... Wspomnienia 1939–1953”, 2000 r.; Józef Małgorzecki, zbiór rękopisów, BN; „Zeszyty Historyczne” nr 6/1964 r. Mogło się udać Opinia ppłk. dr. inż. Waldemara Kawki, eksperta w dziedzinie inżynierii wojskowej, adiunkta Akademii Obrony Narodowej Dwa ładunki po 250 kg trotylu to dużo?To bardzo, bardzo dużo. Tym bardziej że były przygotowane do detonacji w samym centrum stolicy. Gdyby udało się je zdetonować, co uległoby zniszczeniu?Przyjmując, że pod wybrukowaną jezdnią zalega grunt piaszczysto-gliniasty, to w zależności od głębokości założenia ładunku, kształtującej się na poziomie od 1 do 3 m, promień leja powybuchowego waha się w granicach od 11,5 do 13,0 m (bez uwzględnienia niszczącego oddziaływania „pewnej liczby pocisków artyleryjskich”). A więc całkowitemu zniszczeniu uległaby cała szerokość Alei Ujazdowskich wraz z centralnie usytuowanym torowiskiem dla tramwajów. Po drugie, wyrwane w wyniku detonacji odłamki z pobliskiej zabudowy (cegły, fragmenty drzwi, okien itd.), lecące z ogromną prędkością, stanowiłyby istotny element zagrożenia dla osób znajdujących się w odsłoniętych pojazdach. Wystąpiłaby gwałtowna zmiana ciśnienia (nadciśnienie i podciśnienie). Na te zmiany szczególnie wrażliwe są wewnętrzne organy człowieka, zwłaszcza te, które zawierają dużą ilość gazów i płynów, mocno ukrwione narządy, wszelkiego rodzaju połączenia międzytkankowe oraz błony bębenkowe. Wystarczyłoby na całą kawalkadę pojazdów?Trudno to jednoznacznie określić, dysponujemy zbyt małą liczbą danych. Ówczesne limuzyny klasy Mercedes były pojazdami kuloodpornymi, a więc odpornymi na broń strzelecką i przeciwpancerną. Ale zamach miał odmienny charakter i stopień opancerzenia limuzyn był niewystarczający. Zamach mógł się więc udać. W książce "Germans against Hitler. 20 July 1944", którą napisali Erich Zimmermann i Hans-Adolf Jacobsen, omówione są cele, jakie stawiali sobie po zwycięstwie współtowarzysze Stauffenberga oraz on sam. Należały do nich warunki, pod jakimi rozpoczęłyby się negocjacje z Aliantami.
W 2009 roku naukowcy ustalili, że rzekoma czaszka Hitlera ze śladami postrzału należała do kobiety, ponadto nie ma ani jednego świadka jego samobójstwa… Nakładem Wydawnictwa Bellona ukazała się książka Christophera Machta "Spowiedź Hitlera 2. Szczera rozmowa 20 lat po wojnie". Autor uważa, iż przywódca III Rzeszy przeżył II wojnę światową. [patronat NaM]Christopher Macht (ur. 1976 r.) to niemiecki pisarz o polskich korzeniach sięgających Pomorza Zachodniego. Odkrywca zapisków ostatnich rozmów Adolfa Hitlera. Miłośnik historii. Od wielu lat interesuje się tematyką II wojny światowej. "Spowiedź Hitlera 2. Szczera rozmowa 20 lat po wojnie" to już czwarty tom w serii po "Spowiedzi Hitlera. Szczerej rozmowie z Żydem", "Spowiedzi Stalina. Szczerej rozmowie ze starym bolszewikiem" oraz "Spowiedzi Ewy Braun. W cieniu Hitlera".Jak czytamy w opisie czwartego tomu serii, w 2009 naukowcy roku wykluczyli, by przywieziona do Moskwy w 1946 roku i przechowywana przez Rosjan rzekoma czaszka Hitlera ze śladami postrzelenia należała do tyrana, tylko do kobiety! A to oznacza, że do dzisiaj nie ma dowodów, że Adolf Hitler zginął w bunkrze. Nie ma ani świadków, ani ciała. Skoro tak, to dlaczego wódz Trzeciej Rzeszy nie miałby skorzystać z przygotowanego wcześniej planu i uciec z Berlina? W trakcie wspólnego obiadu w Poczdamie 17 lipca 1945, 78 dni po rzekomej śmierci Adolfa Hitlera, Józef Stalin oznajmił Trumanowi, że Hitler zbiegł. Podobnie było w 1952 toku. Wówczas, prezydent USA, Eisenhower stwierdził jasno, że nie ma żadnego dowodu na to, że fuhrer zginął w berlińskim bunkrze. Z powodu braku dowodów dopiero w 1955 roku Niemcy wydały oświadczenie o tym, że Hitler nie żyje. Choć ciągle były to przypuszczenia, niepodparte żadnymi dowodami. Jeśli interesujecie się historią, koniecznie musicie sięgnąć po tę książkę."Spowiedź Hitlera 2. Szczera rozmowa 20 lat po wojnie"Christopher MachtWydawnictwo BellonaPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Najbardziej prześladowaną mniejszością etniczną w Europie lat 30. nie byli niemieccy Żydzi, tylko 600 tysięcy Polaków w ZSRR – mówi znakomity historyk Timothy Snyder. "W Alejach Ujazdowskich odbywała się defilada wojsk niemieckich. Stamtąd kolumny wrogiej armii skręcały w Aleje Jerozolimskie i Marszałkowską w kierunku Saskiego Ogrodu" – tak zapamiętał to wydarzenie Józef Małgorzewski, znany przedwojenny spiker Polskiego Radia. "Warszawiacy stali na chodnikach w milczeniu, a ulicą ciągnął nieprzerwany potok ludzi, maszyn i koni. Żołnierze wygoleni, butni, jechali na samochodach, inni siedzieli na wypasionych koniach ciągnących działa, moździerze, cekaemy. Czołgi ciężkie i lekkie jechały ze zgrzytem gąsienic. Na chodnikach panowała przeraźliwa cisza" – wspominał. W obawie przed zamachem Niemcy oczyścili z ludności cywilnej okoliczne kwartały ulic, a w centrum miasta wprowadzili zakaz wychodzenia na ulice. Wzdłuż chodników co dwa metry stali żołnierze Wehrmachtu. Na wszelki wypadek aresztowano też zakładników – ponad 400 osób, w tym władze Warszawy, prezydenta Stefana Starzyńskiego. Trybunę honorową wraz z Führerem zajmowali generałowie: Walter von Brauchitsch, Erhard Milch, Gerd von Rundstedt, Johannes Blaskowitz i Friedrich von Cochenhausen. Przemarsz wojsk obserwowała również Leni Riefenstahl, ulubiona reżyserka III Rzeszy. Jej ekipa rozstawiona w kilku miejscach Alej Ujazdowskich nagrywała defiladę. Miał z tego powstać film propagandowy. Misja granicząca z szaleństwem Tymczasem niecały kilometr dalej kilku Polaków czekało na sygnał do odpalenia ładunku wybuchowego. Niedawno walczyli jeszcze w mundurach, teraz byli w konspiracji. Zamach na Hitlera przygotowywał major Franciszek Niepokólczycki, dowódca 60. batalionu saperów Armii Modlin i zaufany współpracownik generała Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. Jeszcze przed upadkiem Warszawy wstąpił do założonej przez generała Służby Zwycięstwu Polski. W konspiracji posługiwał się kilkoma pseudonimami, działał jako „Teodor", "Franek", "Halny". W ostatnich dniach września, jeszcze przed wejściem Niemców do Warszawy, na rozkaz Karaszewicza-Tokarzewskiego, wraz z grupą zakonspirowanych saperów zaminował skrzyżowanie dwóch ważnych ulic: Nowego Światu i Alej Jerozolimskich. Założenie było takie, że po kapitulacji Warszawy na defiladę zwycięstwa w stolicy podbitego kraju przybędzie wódz Trzeciej Rzeszy i przez to miejsce będzie zapewne przejeżdżał. Akcja była tak tajna, że przez dziesiątki lat po wojnie nie znano nazwisk saperów, którzy przygotowali zamach. Do jednego z jej uczestników dotarł dziennikarz i historyk Dariusz Baliszewski. Odnaleziony w jednym z warszawskich domów opieki porucznik Dominik Żelazko opowiedział, jak 25 września prowadził transport materiałów wybuchowych z magazynu przy ulicy Burakowskiej niedaleko cmentarza na Powązkach. Załadowane trotylem i ciągnięte przez konie wozy taborowe jechały przez oblężone i wciąż walczące miasto. Tego dnia Niemcy zrzucili na Warszawę ponad 600 ton bomb burzących i zapalających, nie ustawał też ostrzał artyleryjski. Konie trzeba było prowadzić za uzdę, bo się płoszyły. Gdy mijali kościoły, porucznik Żelazko kazał żołnierzom głośno odmawiać "Ojcze nasz", "Zdrowaś Mario" i „Pod Twoją obronę". Misja graniczyła z szaleństwem. Żelazko nie miał jednak wyjścia. Był oskarżony o dezercję, bo w czasie bitwy pod Mławą wraz z kilkunastoma swoimi ludźmi odłączył się od oddziału. W Warszawie czekał go sąd wojenny, jednak major Niepokólczycki zaproponował mu odkupienie win w zamian za dostarczenie trotylu z magazynów na rogu ulic Książęcej i Rozbrat. Udało się. Materiały wybuchowe trafiły do rowu przeciwczołgowego na Nowym Świecie, gdzie zostały zamaskowane, przykryte deskami i zasypane gruzem. Ładunek zakładali porucznik Franciszek Unterberger i kapitan Edward Brudnicki z 60. batalionu saperów. Mogli pracować nad bombą, nie wzbudzając podejrzeń, ponieważ po zakończeniu walk część obrońców miasta zajęła się rozbiórką barykad i rozminowywaniem niewybuchów. Zresztą Warszawę sprzątali nie tylko żołnierze. "Niechaj mieszkańcy każdego domu uporządkują przed nim ulicę, a wewnątrz podwórze, niechaj też uporządkują ulicę przed domami zburzonymi i zniszczonymi" – apelował 1 października na łamach „Wieczoru Warszawskiego" prezydent Stefan Starzyński. "Saperzy Niepokólczyckiego, usuwając zgodnie z układem o kapitulacji miasta barykadę w tym miejscu, założyli dwa olbrzymie ładunki materiałów wybuchowych" – pisał we wspomnieniach Jan Nowak-Jeziorański, zapoznany z tajnikami przygotowania zamachu przez samego generała Karaszewicza-Tokarzewskiego. 250 kilogramów trotylu po jednej stronie jezdni, 250 kilogramów trotylu po drugiej. Do wykopu wepchnięto także kilka pocisków artyleryjskich. Podłączone do zapalników druty ciągnęły się do posterunku saperów, ukrytego w piwnicy Clubu Cafe przy Nowym Świecie 15. Jakie skutki przyniosłoby zdetonowanie w ciasnej zabudowie miejskiej ponad pół tony trotylu wraz z pociskami? – W razie eksplozji obu ładunków w promieniu około 30 metrów zostałyby zburzone budynki, zabici ludzie i zniszczone samochody – wylicza w rozmowie z "Newsweekiem Historią" ekspert od materiałów wybuchowych, pułkownik Stanisław Kowalkowski z Akademii Obrony Narodowej. Zaś zasięg fali uderzeniowej, miotającej gruz, kamienie, metalowe elementy wyrwane z budynków oraz odłamki pocisków, mógłby wynieść nawet 70 metrów. Zamach mógł się więc udać. Wszyscy możemy wylecieć w powietrze 4 października Niepokólczycki zameldował Tokarzewskiemu, że wszystko gotowe. A dzień później na Okęciu wylądował samolot z Adolfem Hitlerem na pokładzie. Führer wsiadł do sześciokołowego mercedesa i w eskorcie pododdziału wojsk lądowych przemknął przez oczyszczone z ludności cywilnej i obstawione niemieckimi żołnierzami ulice Warszawy. W tym czasie w piwnicy Cafe Clubu przy detonatorze czuwał saper. Odpalenie ładunku zaplanowano precyzyjnie. "Pierwsza czujka bezbłędnie zakamuflowana na rogu Biura Zarządu Kolei Państwowych naprzeciwko Banku Gospodarstwa Krajowego – przyp. red.], druga koło Cafe Clubu. Pierwszy informator przekazywał sygnał od obserwatorów z placu Trzech Krzyży i przekazywał drugiemu ukrytemu na rogu Cafe Clubu, który z kolei dawał sygnał ekipie podziemnej w Cafe Clubie oraz obserwatorowi w Gastronomii". Ukryty w ruinach gmachu dyrekcji kolei łącznik miał zaalarmować pozostałe posterunki strzałem z pistoletu. Tego dnia razem z Adolfem Hitlerem mógł zginąć także generał Tokarzewski-Karaszewicz. Jak opowiadał już po wojnie w Radiu Wolna Europa, zupełnie nieświadomy zagrożenia przyszedł rano do mieszkania znanego warszawskiego adwokata i działacza politycznego Leona Nowodworskiego, mieszkającego przy Nowym Świecie 7, tuż obok podłożonych na ulicy ładunków. Miało się tam odbyć spotkanie z politykami poszczególnych stronnictw. W pewnym momencie do drzwi zaczęli dobijać się gestapowcy. Uczestnicy spotkania ukryli się, ale słyszeli, jak Niemcy ogłaszają pod groźbą śmierci zakaz wychodzenia na ulicę i podchodzenia do okien. Dowódca Służby Zwycięstwu Polski zrozumiał, że tego dnia w Warszawie odbędzie się defilada zwycięstwa, na której prawdopodobnie pojawi się Adolf Hitler. "W czasie nieoczekiwanej wizyty agentów gestapo w mieszkaniu adwokata Nowodworskiego zdałem sobie sprawę, że za chwilę także i my wszyscy możemy wylecieć w powietrze" – mówił generał w audycji Radia Wolna Europa. "Nikomu z uczestników posiedzenia nie powiedziałem o tem oczywiście ani słowa, gdyż odwrót i tak był odcięty, dom otoczony przez wojsko i policję, a ulica zamknięta" – wyjaśniał Tokarzewski-Karaszewicz. Jednak dom nie wyleciał w powietrze, a saper nie odpalił detonatora. Führer po odebraniu defilady Wehrmachtu najpierw obejrzał Belweder, a następnie przejechał Nowym Światem tuż obok skrzyń wypełnionych trotylem. Spieszył się. Rezygnując nawet z przygotowanego na jego cześć obiadu, pojechał inną już trasą na lotnisko, wsiadł do samolotu i odleciał do Berlina. Zamach się nie powiódł. Tylko Polacy nie mieli skrupułów Akcję udaremnili nieświadomie żołnierze niemieccy, którzy wypędzali cywilów z trasy defilady. W ten sposób zlikwidowali posterunek przy placu Trzech Krzyży. Ten, który miał zaalarmować łącznika czuwającego w ruinach gmachu Dyrekcji Kolei. Major Niepokólczycki nie zdołał dojechać na miejsce zasadzki, ponieważ Niemcy zamknęli ulice w centrum Warszawy. Akcja bez dowódcy i dokładnego rozpoznania miała o wiele mniejsze szanse powodzenia. Jak wspominał generał Tokarzewski-Karaszewicz, defilada zaskoczyła zamachowców. Łącznik nie miał pewności, kto ją przyjmuje. Czy był to któryś z generałów, czy może sam Führer. Zawahał się więc i „nie dał znaku do odpalenia detonatora w chwili, gdy korowód aut w szybkim tempie przemknął mu przed nosem". Ładunki wybuchowe Niemcy znaleźli bardzo szybko, podczas porządkowania ulicy po defiladzie. Wtedy dotarło do nich, że Polacy chcieli zabić Hitlera. Rozpoczęli śledztwo w oflagach, wśród saperów, obrońców Warszawy. Na szczęście bezskutecznie. Zdaniem historyka Rogera Moorhouse'a, przygotowanego przez Niepokólczyckiego zamachu na Hitlera nie można porównać do żadnej innej podobnej akcji bojowej w czasie całej II wojny światowej. – Przede wszystkim został on zorganizowany przez żołnierzy regularnej armii państwa znajdującego się w stanie wojny z Niemcami – zaznacza autor "Polowania na Hitlera". – Brytyjczycy i Sowieci badali później możliwość zlikwidowania Hitlera, jednak zarzucili ten pomysł. Brytyjczycy dlatego, że obawiali się ustanowić niebezpieczny precedens. Sowieci uznali z kolei, że słabnący i żywy Hitler może być im bardziej przydatny niż martwy. Tylko Polacy nie mieli skrupułów – podkreśla. Skazany na śmierć Franciszek Niepokólczycki po zakończeniu wojny nie przerwał działalności konspiracyjnej. W listopadzie 1945 roku stanął na czele Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Rok później wpadł w Krakowie w ręce bezpieki. Został skazany na śmierć, jednak wyrok zamieniono mu na dożywotnie więzienie, choć odmówił podpisania listu do Bolesława Bieruta z prośbą o ułaskawienie. Wypuszczono go na wolność na fali odwilży politycznej dopiero w grudniu 1956 roku. Potem pracował między innymi w Stowarzyszeniu Wynalazców Polskich oraz Spółdzielni Inwalidów i Emerytów Kolejowych. Zmarł w czerwcu 1974 roku. Jego żona Anna wspominała, że do końca swego życia omijał skrzyżowanie Nowego Światu i Alej Jerozolimskich. Gdy pytała, dlaczego, ograniczał się do odpowiedzi: – Przysięgłem sobie, że moja noga więcej tam nie na śmierć Korzystałem z książek: Roger Moorhouse, „Polowanie na Hitlera", Znak 2006; Peter Hoffmann, „Osobista ochrona Hitlera", Wołoszański 2012; Daniel Bargiełowski, „Po trzykroć pierwszy", Rytm 2000. W tekście zostały wykorzystane informacje z artykułu Dariusza Baliszewskiego „Polski zamach na Hitlera", który ukazał się w „Newsweeku" w styczniu 2002 roku. Newsweek Historia INWALIDZI WOJENNI, weterani wielkiej wojny ojczyźnianej. Byli wszędzie, na każdym placu miejskim, na dworcach kolejowych w portach i w metrze. Handlowali czym popadło, żebrali, grali na harmoszkach i popijali wódkę. Mówili i śpiewali co na sercu. W końcu zapadła decyzja: mają zniknąć. I zniknęli – los 10 milionów inwalidów wojennych w Rosji ujawnia IGOR T. MIECIKFinansowe fundamenty nazistowskiego państwa stworzyli ekonomiści Hjalmar Schacht i John Foster Dulles. Fundamenty przemysłowe wzmocniły się dzięki zagarnięciu Austrii. To pozwoliło Hitlerowi zbudować militarną machinę. Tak potężną, że mogła rzucić wyzwanie całemu światu – skąd HITLER miał pieniądze na stworzenie armii piszę BOGUSŁAW WOŁOSZAŃSKIPo 966 r. MIESZKO właściwie w ogóle nie prowadzi w swoim kraju ewangelizacji. Wygląda na to, że nie obchodzi go, w co wierzą jego poddani, dopóki zachowują wierność wobec niego. Prawdziwą chrystianizację państwa przeprowadzi dopiero wiele lat później jego syn, Bolesław Chrobry– opowiada PROF. PRZEMYSŁAW URBAŃCZYK CHINY KONTRA ZACHÓD. Nankin, stolica XV-wiecznych Chin, był największą metropolią ówczesnego świata. W Anglii żyło się wówczas jak we współczesnej Somalii – upadki i rozkwity średniowiecznych cywilizacji przypomina Maciej Nowicki (RZ) Gdyby zabójstwo nie było karalne zabiłbyś kogoś? 2014-05-16 22:17:22; Czy wiesz że obrażanie kogoś jest karalne? 2018-07-04 08:02:34; Czy wg was wyzywanie kogoś od kujonów jest głupie? 2011-04-29 17:52:17; Czy za wyzywanie kogoś, można iść do więzienia? 2012-04-17 16:46:04; Czy wyzywanie kogoś daje Ci jakąs satysfakcje ? 2012 {"type":"film","id":138504,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Upadek-2004-138504/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Upadek 2006-01-04 17:16:34 Taki człowiek nie powinien dojść do władzy, był chory psychicznie. Nie jestem prohitlerowski, ale poprostu myślę obiektywnie. Poprostu ten człowiek nie powinien spocząć na fotelu kanclerza Niemiec tylko w zakładzie psychiatrycznym. A film oceniam 10/10. dlaczego uważasz, że Hitler był chory?? Dla wiekszości Niemców, którzy jako naród są ambitni i konsekwentni, był człowiek który odbudował poniżone po I wojnie Niemcy i zbudował najpotężniejszą armie ówczesnego świata. Zlikwidował republike weimarską tak znienawidzona przez Niemców. Fakt, przegrał wojne tylko dlatego, że od początku do końca był wierny swoim przekonaniom, ktore zawarł w Mein Kampf. Nigdy ich nie zmienil. Był honorowym człowiekiem pod tym względem dla mnie. Elvis_11 "dlaczego uwazasz ze, Hitler był chory?" Moze dlatego ze wymordował kilka milionów ludzi byl sadystyczny i niezrownowazony a ze był wierny swoim ideałom to mnie naprawde mało obchodzi bo co to za ideały które każa nie nawidzieć innych. Dlatego był chory psychicznie użytkownik usunięty Elvis_11 Myślę że na te pytanie nie muszę odpowiadać. Ale wytłumaczę tobie dlaczego tak uważam. Adolf Hitler - tej postaci nie trzeba chyba nikomu na całym globie przedstawiać, znany człowiek od Ameryki przez Afrykę aż do Europy. Znany z dwóch zasług, był wielkim wodzem Niemczech, drugą zasługą jest olbrzymie poszerzone na cały świat w latach 1939 - 1945 ludobójstwo. Na całym świecie zginęło 55 240 000 ludzi. Czy ktoś jest honorowy zabijając tak niebagatelną liczbę ludzi. Niepozwoliłbym sobie w żaden sposób "wybielać" tego człowieka. Po tym co zrobił nikogo nie obchodzą jego inne zasługi. Obojętnie co by Hitler nie zrobił, dla każdego Polaka był jest i będzie mordercom. Nikt mu nigdy nie wybaczy i niech tak pozostanie. z tymi 55 milionami to chyba jakas przesadzona liczbato jest chyba liczba ludzi, którzy zgineli w czasie wojny... tak mi się zdaje.. nie zpominaj, że stalin kazał zamordować ( nie tak jak piszecie, że zamordował) więcej ludzi niż hitler i to na dodatek swoich rodaków ! ten to dopiero mial nierowno pod sufitem ! w00cash1234 Przecież Hitler sam by tych ludzi nie wymordował. Przed drugą wojną światową nienawiść do Żydów osiągnęła apogeum prawie we wszystkich europejskich państwach, w tym także w Polsce. Hitler zdał sobie sprawę, że to jest dla niego szansa na zdobycie ogromnej władzy i dzięki swojej konsekwencji w końcu się do niej dostał. Od początku głosił swoje poglądy, a jednak nikogo to nie zaniepokoiło. Ba, "Time" przyznał mu nawet tytuł człowieka roku. Inne państwa również zauważyły dobry moment na rozwiązanie kwestii żydowskiej. Przecież Tiso dopłacał nazistom za każdego zabranego Żyda. Polacy też by coś zrobili, pierwszym krokiem do tego była odmowa przyjęcia na terytorium Rzeczpospolitej 6 tysięcy niemieckich Żydów, których próbowano deportować jeszcze przed Nocą Kryształową. W wyniku tego koczowali oni w strefie przygranicznej. Sytuację zmienił Generalny Plan Wschodni. Wtedy Słowianie zauważyli że dla Hitlera są mniej więcej na równi z Cyganami, Żydami i homoseksualistami. Wtedy też Polacy zorientowali się że nie jest on partnerem dla Polski i zaczęto stawiać opór niemieckiej polityce zagranicznej. Wkrótce potem nadszedł 1 września 1939... w00cash1234 Zgadza sę - największym sadystą wszeczczasów był Stalin nawet własnego syna oddał na smierc. Jest odpowiedzialny za smierc dwa razy wiekszej liczby osób niz najwiecej wycierpieli wlasnie do Stalina. trochę wiedzy niektorym by się przydalo. S_H ocenił(a) ten film na: 10 Siriushim - rzeczywiście, liczba może i właściwa, ale do oceny całej II WŚ. Nie zapominaj, że w konflikcie brało udział 61 państw, więc są to straty łączne nawet z Dalekim Wschodem. Prócz Hitlera mordował jeszcze i Stalin, Mussolini, Japonia i pozostałe dyktatury. Twój cytat, Siriushim:"Obojętnie co by Hitler nie zrobił, dla każdego Polaka był jest i będzie mordercom." MordercOM to może i nie będzie, ale mordercą to tak. xPWbrew pozorom - mówisz, że to człowiek znany. Niekoniecznie - popatrz na system nauczania młodych ludzi w USA. Powiem Ci, że bardzo mało wiedzą, albo wcale, na temat ogólnych konfliktów w XX wieku w Europie. A szkoda. Bo później nie byłoby takich kwiatków, że obozy koncentracyjne, to są polskie obozy. x]A nawiązując do samych obozów. Krematoria to wcale nie jest niemiecki pomysł. Radzę poczytać o Rewolucji Francuskiej. Powiem Ci, że to właśnie wtedy we Francji po raz pierwszy patent krematoryjny zastosowano. A w efekcie po raz pierwszy wykorzystywano spalanie ciała do (może i brzydko się wyrażę, przepraszam) uzyskiwania produktów ubocznych z człowieka w wyniku jego spalenia. Smutne, ale prawdziwe... Paradoksem jest też to, że do tej pory Francja szczyci się tą rewolucją (która bądź, co bądź była wzorem dla Lenina). Ale coś mi się zdaje, że mało znają szczegółów na temat swojej historii. Choć powoli się to zaczyna to już zupełnie inna beczka. Nikt nie stara sie kogokolwiek "wybielac". Takie są fakty. Byli też inni, którzy mordowali np. Heydrich, Himmler (po stronie Niemiec). Podzielam zdanie poprzedników o nienawisci jaką żywili mieszkańcy Europy do Żydów. A tak na dobra sprawe co nam przyszlo z tego, ze walczyliśmy we wrześniu'39? Okupacja niemiecka trwala 5 lat a radziecka 45 lat! Przez sprzedawczykow z USA, ktorzy oddali nasze tereny Stalinowi (w Jałcie) jestesmy zacofanym krajem. Spojrzcie teraz na Niemcy! Wnioski wyciągniecie sami Elvis_11 Popieram twoją wypowiedź :)Polska wygrała II Wojnę Światową i co z tego mamy? Straciliśmy więcej terytorium niż zyskaliśmy, straciliśmy najwięcej ludzi itd. Nasze zwycięstwo polegało jedynie na tym, że przetrwaliśmy....A co do Adolfa Hitlera to jako postać to go lubię :] Był człowiekiem inteligentnym, bardzo dobrym strategiem i wielkim szczęściarzem...I to nie przez Adolfa Hitlera jest w Polsce jak jest to jedynie wina Józefa Stalina jego można nazwać chorym psychicznie, zabijał kogo popadło począwszy od wrogów skończywszy na rodzinie... Największy tyran i ludobójca w historii świata !! To ta menda podpisała sojusz z III Rzeszą, przez co umożliwił Niemcom rozpoczęcie agresji zbrojnej na Polskę, przyczyniając się do wybuchu wojny...A film oceniam 9/10, fantastyczna rola Bruno Ganza który doskonale przygotował się do tej roli :) To kto jest chory psychicznie zależy od punktu widzenia... Jak bedziemy wszystkich oceniac z gory, ze chory psychicznie to nigdy nie wyciagniemy wniosków i historia znów się powtorzy. Hitler został wybrany w demokratycznych wyborach przez olbrzymią większośc narodu niemieckiego ( a taki Piłsudski nasz bohater dokonał faszystowskiego zamachu stanu). Zachód przez wiele lat popierał politykę Hitlera. Prawda jest taka ze tysiące ludzi dały mandat i pozwoliły dojśc mu do władzy, a potem uzbroic się Hitlerowi. To Rosjanie udostepniali poligony niemieckiemu wojsku na manewry. Anglia i Francja oddawały po kolei Hitlerowi wszsytko czego chciał. Przyda się Ci trochę szerszego spojrzenia na kontekst sprawy. fidelio fidelio, masz święto rację. Bardzo łatwo jest mówić o kimś "psychopata", a "niewinni" Niemcy którzy tak cierpieli w czasie wojny, karnie płacili przez cały ten czas podatki, które szły na zbrojenia. Każdy ma takiego rządzącego na jakiego zasługuje i każdemu narodowi może się zdarzyć taki wybór. Nam także. PS. Zauważcie jak jeden z panów K. zapiera się na mównicy, gdy przemawia (nie czytając z kartki, oczywiście)...oj, marzą mu się dawne czasy wielkich zamordystów ;P Jorjan Hitler był zbyt ambitny. Za dużo oczekiwał od siebie oraz swoich współpracowników. Był prawdziwym patriotą. Kiedy porażka Niemiec była pewna i większośc generałów uciekała z Berlina on pozostał. Miał nadzieję do końca. Ślepą nadzieję. Był człowiekiem, który do końca był przekonany do swoich myśli. Nie zmienił ich nawet w kryzysowej sytuacji. Co nie zmienia faktu, że był strasznie sadystycznym a jednocześnie spokojnym człowiekiem. Te jego gesty, te krzyki to wszystko było wyreżyserowane doskonale. Tak miało byc aby "wziąśc ze sobą tłum". Udało mu się. mateja_1985 Słusznie Jorjan. Niektórzy Niemcy próbują się wybielać. O Niemcach z tamtego czasu mówi się jako o nazistach, a nie jako o Niemcach. tak jakby naziści nie bvyli nic nie zmieni faktu, ze nNiemcy wybrali Hitlera w wyborach demokratycznych ogmronmną wiekszoscią głosów. fidelio Co ma choroba umysłowa do wyborów?U nas z kolei wybiera się demokratycznie idiotów, przestępców, analfabetów i innych zboczeńców...A zamach stanu nie jest zły. O ile oczywiście skierowany jest przeciw skorumpowanej i zgniłej władzy, gdzie instytucje demokratyczne nie mają szans powodzenia oraz przeprowadzony przez odpowiednich ludzi, którzy rzeczywiście działają w imię zmian na Hitlera z jego poglądami ciężko jakoś uznać za zdrowego mentalnie, choćby nie wiem jak szeroko na kontekst sprawy spoglądać. I to jest własnie głupie polskie stwierdzenie "Hitler był chorym człowiekiem...". A przepraszam bardzo taką krzywdę jaką nam ruskie wyrządziły przed i po 2 wojnie to już się naturalnie nie pamięta. Z każdym z kim porozmawiasz kto przeżył 2 wojnę i poźniejsze lata, powie że za Niemców bylo lepiej. I ty będziesz twierdził że to był chory człowiek. Z drugiej strony niewiem czy "chory" człowiek potrafił by podbić tyle ziem co Hitler. Gdybyś może zagłębił się trochę w historię to przekonałbyś się że ten człowiek wcale nie był "chory", wręcz przeciwnie. Niewiem czy wiesz ale on wzorował się na Cezarze. W filmi była jedna taka scena kiedy Hitler opowiadał przy miniaturowym projekcie Berlina że tak chciał żeby wyglądały poźniej Niemcy. Ta makieta to nic innego jak tylko Berlin stworzony na przykładzie starożytnego Rzymu. I co takie pomysły rodzą sie w głowach ludzi chorych tak?? Kolejna sprawa, wydaję mi się że jeśli Hitler wygrałby tę wojnę to teraż nie był uważany za "Mordercę nr. 1" a raczej jako "Bohater Stulecia". A na koniec dodam że jesteś chyba nie poważny jeśli myślisz że ta cała akcja z Żydami to był pomysł Hitlera. Myślę że tą całą kampanią Hitlera kierowali ludzie o których mi nigdy się nie dowiemy. Hitler był tylko pionkiem w tej całej grze... Bee_Jay_2 Bez obrazy ale gadasz jak prawdą jest że Hitler nie był pierwszym zagorzałym XIX i na początku XX wieku antysemityzm był zjawiskiem powszechnym nie tylko w Niemczech ale także w carskiej Rosji oraz w Anglii,Hitlerowi ten nurt przypadł do gustu -obwiniał że gospodarkę Niemiec zrujnowali Żydzi którzy mieli większośc udziałow fabryk a także byli ich oni tylko pracowac na własny rachunek i zysk a nie troszczyc się o gospodarke jednak był chorym człowiekiem podobnie jak Himmler ,Goering i inni z nazistowskiej świty. Bee_Jay_2 "I co takie pomysły rodzą sie w głowach ludzi chorych tak??"Tak. Że był inteligentny czy przebiegły lub dobry strateg nie oznacza, że był to człowiek zdrowy. Czerwoni nie byli lepsi wbijając nam nóż w plecy 17 paźdz., ale jakoś nie dodaje to zdrowia pokrzywionemu umysłowi Hitlera."wydaję mi się że jeśli Hitler wygrałby tę wojnę to teraż nie był uważany za "Mordercę nr. 1" a raczej jako "Bohater Stulecia"Jasne. Tylko porypańcy jego pokroju mogliby go nazwać bohaterem. Każdy, tylko troszkę chociaż normalny, twierdzić mógłby tak tylko z nożem na szi. S_H ocenił(a) ten film na: 10 GodFella Ach, ci Niemcy. Polacy od zawsze byli nieprzychylnie nastawieni do Niemców i odwrotnie. Nic dziwnego - zaczęło się już od początków istnienia naszego państwa. Raz oni nam dokopią, a raz my im. A co. Tylko, że mało kto pamięta, że Rosjanie też nas nie nosili na się od 1000 roku. Zjazd w Gnieźnie. Przyjechał Otton III, chciał z nami porozmawiać, porozmawiał, na znak przyjaźnie założył nawet na głowę naszego Bolesława Chrobrego korony, co miało być świadectwem przyjaźni, wspólnoty i pokoju w Europie (taka pierwotna UE). Oczywiście nie wyszło. Niemieckiemu cesarzowi się zmarło, a w tym samym roku (1002) już wojowaliśmy z poprzez bitwę pod Grunwaldem z Krzyżakami. Oczywiście wszyscy uznają ich za Niemców, których sprowadził na ziemie polskie Konrad Mazowiecki w 1226 roku, a w rzeczywistości trochę później, bo w latach 30. A to nieprawda. Do Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego należeli głównie Francuzi, i to nie byle jacy. Musieli spełniać najwyższe kryteria i wymagania, takie jak potężna budowa, siła, dla Polaków to też jednak do dalszych czasów. Rozbiory Polski. Udział w rozbiorach przypada następującym krajom: Rosja, Prusy i Austria. Niemiec nie było, bo były podzielone na tysiące małych państewek i obszarów. Były słabe, jak kot. Podniosły się po zjednoczeniu przez Bismarcka w Prusy i Austria to państwa niemieckojęzyczne i o podobnej kulturze, ale spróbujcie powiedzieć teraz jakiemuś Austriakowi, że jest Niemcem. Gwarantuje, że się obrazi i to zapominamy jaką rolę miała rusyfikacja na teranach zaanektowanych przez Rosję podczas zaborów. Radzę poczytać sobie o tych wydarzeniach i o przemądrej i wszystkomającej Katarzynie II, o jej działaniach w stosunkach z Polską 123 latach zaborów, Polska odzyskuje niepodległość. Rok 1918. Zobaczcie ile lat straciliśmy bez polityki, bez angażowania się w sprawy międzynarodowe. Nic dziwnego, że nie dawaliśmy sobie rady w ustatkowaniu się na pozycji. Fakt - szybko odeszliśmy od Rosji i jej wpływów, zmalał analfabetyzm, rozwijała się gospodarka, handel, przedtem była jeszcze I wojna światowa. Pamietajcie, że Niemcy tą wojnę definitywnie przegrali. Stracili wszystko, co mieli do stracenia, a pogrążył ich jeszcze Traktat Wersalski. Cios (wiem, że trudno Wam się wcielić w tamte czasy i to czasy w Niemczech, ale spróbujcie). Bezrobocie sięga zenitu, bieda ubóstwo, nędza. Zakaz utrzymywania mażyli o kimś, kto wyciągnąłby ich z tego dna. Obiecał i spełnił marzenia o wolności od tragicznych, jak dla nich, postanowieniach Traktatu. Pojawił się Hitler, mało znany kapral z I wojny światowej, odznaczony Krzyżem Żelaznym, razem z DAP, późniejszą NSDAP. To nie on pierwszy zaczął krytykować Żydów. Antysemityzm ma korzenie głęboko osadzone w historii, dalekiej historii, sięgającej nawet starożytnego Egiptu. Lecz w czasach nowożytnych zjawisko znów zyskało na sile i atakowało po raz pierwszy w XIX w. Większość krajów obwiniała Żydów o niszczenie gospodarki. Niemcy też. Choć nie tak oficjalnie, jak po puczu monachijskim w 1923r., kiedy to Hitler został wsadzony do więzienia i tam napisał 'Mein Kampf' - 'Moja walka'. Ciekawe źródło historyczne, ciekawe do analizowania ówczesnych poglądów na tematy stosunków międzynarodowych, stosunków międzyludzkich i poglądów politycznych. Po dziewięciu miesiącach wyszedł i wziął się na poważnie do swojej misji życiowej. Co do obozów koncentracyjnych, rozwijających się w czasie wojny - to pomysł rosyjski. Obozy pracy dla Żydów, więźniów politycznych i deportowanych. Dlaczego właśnie Żydzi? Polityka ma to do siebie, że trzeba na kogoś zrzucić winę; Żydzi byli winni od wieków. Wypadło na tą nację i Słowianów. Ale nie tylko - na homoseksualistów, Murzynów. Dla silnej III Rzeszy liczyła się mocna jednostka, aryjczyk. Reszta musiała być eliminowana. Tak by the way - to też ciekawe zagadnienia i posunięcia psychologiczne - też polecam o tym od Reichstagu, zdobywając w kolejnych latach kadencyjnych (niejednokrotnie skróconych) miejsca poselskie. Było ich stopniowo coraz więcej. Aż nagle w 1933 zostaje kanclerzem. Jak to bywa w Niemczech, kanclerz jest niejako ważniejszą osobą, niż uwagę na stan Niemiec w 1918 roku, a stan w 1938. W przeciągu 20 lat dał społeczeństwu niemieckiemu wiarę w siłę narodu. Centralnie gwizdał na Traktat Wersalski, przy jednoczesnym nic nierobieniu Anglii, Francji i USA. Dał pracę, postawił gospodarkę na nogi, militaryzował Niemcy. Jednym słowem Niemcy stały się potęgą, która liczyła się w Europie. Warto zwrócić uwagę na jeden epizod, o którym nie pamiętamy, a niejednokrotnie nie wiemy. Hitler w 1938 bardzo dobrze wyrażał się o Polakach. Wg mnie miał jasne zamiary - zawrzeć z Polską sojusz, a ze wzmocnioną siłą zawojować niestety ma to do siebie, że ma beznadziejne położenie geograficzne. Powiem prościej - zawrzemy sojusz z Niemcami, zaatakują nas Rosjanie, zawrzemy sojusz z Rosją, zaatakują nas moje pytanie brzmi: Jak potoczyłyby się losy świata i Europy, gdyby Polacy przystali na propozycję Hitlera? Czy razem z Niemcami i Austrią zaatakowalibyśmy ZSRR? Jak by to wyglądało?Niestety (stety?) rząd Polski nie zgodził się na układ. Chodziło przecież także o korytarz pomiędzy Niemcami, a Prusami, o Gdańsk. Wszyscy wiemy o słynnym przemówieniu ministra Becka. Ale pomyślcie, tak na logikę. Autostrada Niemcy-Prusy mogłaby służyć, jako transport broni, wojska do Prus, skąd możnaby było działać. Jest jeszcze setka możliwości do rozważenia, ale co by było gdyby...? Nigdy się tego nie nienawidził przegrywać, a jeszcze bardziej tego, jak mu się odmawiało w sposób oficjalnego przemówienia, jak to zrobił się. Mówił, że Polska nie ma dobrych polityków. Że nie umie korzystać z oferty, jest jeszcze słaba pod tym się, że miał troszeczkę racji. Piłsudkiego nie było. Dmowskiego też. Tych ludzi nie było, którzy wygrali dla nas wolność. Pozostali ci, którzy patrzyli na ich wyczyny i uczyli się tego nie w sposób realistyczny. Bo kto pozostał osobą pełną charyzmy w tamtym okresie?No i z tej nerwówki wyszła druga wojna światowa. Liczyliśmy na Francuzów i Anglików - zawiedli na całej linii. Pierwszi dali się pokonać w 1940 r., a drudzy dbali o własną obronę ZSRR i Stalina. Trzebaby by zacząć od Lenina, ale nie będę się już tak ze Stalin był większym zbrodniarzem XX wieku. Poczytajcie o historii Związku Radzieckiego. Terror, ciemnota, ubóstwo i... Partia. Komuna, która uznawała najlepszą opcję to wszystko się skończyło? Wszyscy wiemy. Hitler za wcześnie uderzył na ZSRR, zaskoczyła go zima rosyjska. Stalin był zdezorientowany w pierwszych dniach ataku - nie docierało do niego, że Niemcy uderzyły. Myślał, że pomyłkowo przekroczyli granice i są to manewry poległ definitywnie pod Stalingradem, potem potoczyło się z 1945 i klęska. 30 kwiecień - Hitler zastrzelił się w bunkrze. Choć chodzą różne Polsce bieda, zdemolowane miasta... no i pałeczkę przejmują komuniści. Nie muszę mówić, co potem się działo - choć moze powinnam, bo nie wszyscy chcą to pamiętać i pamiętają. Terror, SB i UB, Partia, cenzura, jeśli nie zgadzasz się z poglądami obowiązującymi, to masz pecha i jesteś na podsłuchu. A w rezultacie w piachu. Prawdziwi patrioci, AKowcy, zostali obrzuceni kłamstwami, obelgami i byli represjonowani. Zarzucano im współpracę z nazistami!Warto o tej niewoli pamiętać. A nawet powinno do Hitlera. Nie uważam, że był on chory psychicznie. Poczytajcie trochę na jego temat. Nikt nienormalny nie doszedłby do opanowania Europy. Jednak poznać jego psychikę do końca jest niebywale trudno, wierzcie mi. Spróbujcie. Nie będzie zwykłych Niemców w tamtym okresie był wprost bogiem - zwyciężał i dawał powód do dumy z własnego że gdyby pokonał Rosję, byłby teraz uznawany za przywódcę XX wieku, a my byśmy rozmawiali tutaj po niemiecku. Zresztą, nic dziwnego - do tej pory Piotr I w Rosji jest uznawany za bohatera, a mordował na prawo i lewo. Poczytajcie o ludzkie są nieokiełznane. I mogą zadziwiać. To jest w historii najładniejsze. Historia nas uczy i musimy wyciągać z niej wnioski - odpowiednie Hitler był chory przez ojca który go prał , w filmie powinni pokazać Hitlera wspominającego tamte czasy troche przegiąłeś :P to jest cały referat - nie przebrnęłam przez niego :P Hitler chory , Hitler taki , Hitler dewiant , Hitler pojeb ble , ble ble ... Pokazcie mi drugiego , który pociągnal za soba tylu bez uzycia sily , uwzgledniajac , iz nie mial do czynienia z banda idiotow tylko z niemcami , ktorzy za ciemnote europejska oraz swiatowa nigdy nie uchodzili . Hitler był wyjątkowo inteligentnym człowiekiem , bo aby dokonac to co on , trzeba miec niebywale zdolnosci . Tommy_Red ja powiem tak - był chory, był okrutny, był na swój sposób pojebem... itd., ale inteligentny też chcę oceniać tego, co zrobił i ile osób pośrednio i bezpośrednio zamordował - ale faktem jest, że umiał myśleć, umiał manipulować i z pewnością był osobą nieprzeciętną. spider_cider ... a przed wojną Times umieścił go na okładce i nadał tytuł "człowieka roku" ;P To ja napiszę co ja uważam o Hitlerze. Z góry uprzedzam, że cosik o nim wiem (przeczytałem kilkuset stronicową biografię, Mein Kampf oraz obejrzałem kilka filmów biograficznych). Tak więc.. ;P Mówiąc o Hitlerze trzeba znać jego życie oraz czasy w jakich przyszło mu żyć. Tak jak Napoleon, Cezar, czy Karol Wielki Hitler był człowiekiem swoich czasów. Polecam wszystkim przeczytać Mein Kampf. Wbrew powszechnej opinii 8 pierwszych rozdziałów to zwykła autobiografia, nie ma tam żadnych nazistowskich ideologii. Ale po kolei... Adolf Hitler urodził się w typowej rodzinie niemieckiej na granicy Austrii i Niemiec. Był wychowywany w duchu patriotycznym (ale do Niemiec, nie do Cesarstwa Habsburgów). Ojca - urzędnika państwowego - w domu przeważnie nie było. Wychowywała go matka, która miała fioła na punkcie czystości, porządku i solidności. Dodać też trzeba, że jej synek był dla niej solą w oku, ponieważ straciła kilku synów (wszyscy zmarli na gruźlice). Hitler - wątłe dziecko - przeżył. Gdy dorósł jego matka umarła. Co jak opisuje doktor (Żyd) który leczył rodzinę Hitlerów, "nigdy nie widział takiej rozpaczy z powodu śmierci bliskiego". Mozna domniemać, że wystapil tu kompleks Edypa. Zresztą zobaczcie sobie fotki gdy hitler odwiedzał grób matki. Tak, to był też człowiek. I miał normalne ludzkie uczucia. Jak opisuje w Mein Kampf w wieku 20 lat musial sie sam utrzymywac w Wiedniu (to byly dla niego cieżkie czasy). Przede wszystkim nie dostał się na Architekture ktora chciał studiować (w komisji byli sami Żydzi) i musiał zarabiać... malując pocztówki. W tedy to zaczął czytać antysemickie czasopisma i tzw. prasę europejską. Zauważył, że ta druga cały czas zjeżdża Wilhelma II, przedstawienia teatralne niemców są krytykowane, a Żydów nagradzane, etc. W końcu jego opinie o Żydach wyrobili mu sami oni gdy z nimi prowadził dyskusje. Po szczegóły odsyłam do Mein Kampf. W końcu doszło do wojny. Hitler jako patriota na ochotnika wstąpił do armii. Po 4 latach walk, pomimo, że wojna na froncie wschodnim została wygrana, a na zachodzie i południu praktycznie cały czas walki odbywały się na ziemi wroga niemiecka armia poddała się. Frustrujące nie? Walczycie w fatalnych warunkach 4 lata, patrzycie jak umierają Twoji koledzy i wszystko na nic. O tym co się działo w Niemczech po wojnie mówić nie będę. Utrata kolonii, części terytorium, wysokie reparacje, katastrofa gospodarcza, hiperinflacja, 60% bezrobocie, ludzie przymierający głodem, niestabilne rządy. W końcu oligarchowie niemieccy doszli do wniosku, że bardziej opłaca im się rządy NSDAP niż komunistyczny reżim. Hitler wygrywa (dzięki pieniądzą Siemensa, Kruppa i IG Farben) wybory. W końcu zdobywa pełną władzę wprowadza totalitaryzm. Co się dzieje dalej? Znika bezrobocie w Niemczech, korporacjonizm napędza gospodarkę, inflacja spada, w ciągu kilku lat Rzesza szybko wychodzi ze Światowego Kryzysu i staje się największą potęgą gospodarczą w Europie (jedynie ZSRR miało wyższe PKB). Dalej historie już Hitler nie był świrem, dewiantem, etc. Był produktem swoich czasów tak jak Mussolini czy inni. I to, że doszedł do władzy, wybuchła wojna nie jest winą Niemiec. IMO główną winę obarczyłbym W. Brytanie i Francje, które założyły Republikę Weimarską ale nie robiły nic aby sytuacja w Niemczech, Włoszech, czy w większości państw Europejskich w ktorych demokrajca szybko umarła, się polepszyła. Wystarczy wyliczyć kraje totalitarne przed 36: Niemcy, Austria, Litwa, Polska (autorytaryzm), Portugalia (autorytaryzm), Hiszpania Franco, Włochy, Rumunia, Bułgaria, Węgry, Jugosławia (autorytaryzm). I co oni zrobili? Mam na myśli, jak to Hitler opisywał: "grupę starych ciot popijających kawę". Oddali Hitlerowi Austrię, Czechy i Polskę. I gdyby nie marne zdolności militarne Hitlera i jego zadufanie w siebie przegraliby pewnie wojne. Zreszta my Polacy boleśnie się o tym przekonalismy, jako że podwójnie alianci nas sprzedali. Wpierw Niemcom, później Rosjanom. Jaki z tego wniosek? Nie wińmy tylko Hitlera za śmierc 55 mln ludzi, ale przede wszystkim wielu wpływowych i bogatych polityków z Zachodu , którzy zrobili wszystko by Hitlerowi 'pomoc' a jak przyszło co do czego to jak zawsze zgranie spadli na cztery łapy. ozzy95 ocenił(a) ten film na: 8 Wszyscy piszecie tutaj o Żydach o obozach zagłady zgadzam się, że są to zbrodnie nieludzkie które pochłonęły około 6 milionów ofiar pochodzenia żydowskiego i głównie to na nie zwraca sie jednak chciałbym poruszyć temat stosunku Hitlera do innych ludów i ludy pośledniejsze uważał także antysemityzmie możemy mówić w stosunku do Żydów jednak jak często spotykamy się z poglądem o antyslawizmie?Ktoś powie oczywiście Żydów zginęło w obozach miliony a Słowian? w walce jak,np. Rosjanie i to ta nienawiść Hitlera do nas, za to że stawiliśmy im opór i mimo że był to opór krótkotrwały,ze względu na siły jakimi Polacy dysponowali i atakiem z dwóch stron to żaden z naszych przedstawicieli czy rządu czy armii nie podpisał aktu kapitulacji, ba byli ludzie którzy powiedzieli że w tym przypadku gotowi są walczyć nawet po wcieleniu Polski do po pokojowych podbojach Hitlera stała się głównym celem, najpierw chciał żebyśmy zgodzili sie na budowę autostrady na naszych ziemiach prowadzącej do Prus w zamian za przedłużenie paktu o nieagresji o 25 była odpowiedź polskiego rządu chyba nie muszę sprawa także rozzłościła bardzo Hitlera który określił mianem głupców naszych polityków którzy nie przystanęli na warunki przez niego zboczyłem z tematu ale zacznę zmierzać do stało by sie ze Słowianami po podboju całej Europy i Rosji przez Hitlera?Oczywiście jako lud pośledniejszy musielibyśmy zostać eksterminowani w ramach idei:"Przetrwać mogą tylko najsilniejsi".To tak idąc trochę drogą dedukcji ja jednak chce przytoczyć pewne Hitler obmyślił plan według którego polska elita i inteligencja miała zostać wymordowana, następnie miało dojść do akcji Polaków miało zostać umieszczonych na terenie Rzeszy w ramach napędzania "wielkiej machiny".Traktowano ich jako robotników, siłę roboczą "na jakiś czas".Każdy podejrzewa co stałoby sie z nimi po był jednak tak "inteligentny" i "wspaniałomyślny", że w swej hierarchii zdołał nawet obdarzyć jakąś tam wartością niektóre rasy...Zamierzał więc doprowadzić do ich germanizacji tak aby za 20-30 lat wszyscy na wschód od Berlina mówili po niemiecku, czytali Goethego słuchali Beethovena, i składali cześć Fuhrerowi(może po podbojach przybrałby jakiś inny tytuł).Trzeba jednak pamiętać że nie wszystkim miało sie "poszczęścić" no bo jednak nie wszyscy mogli zostać przyjęci do społeczeństwa "Rasy Panów".Wobec tego Hitler i Himmler postanowili "jednak" eksterminować około 51 milionów tyle o tych planach które dotyczyły także naszego tym Hitler zalecał aby Polaków i Rosjan traktować na równi z to było zapowiedzią ludobójstwa na ogromną radze poczytać trochę o abyście zrozumieli że nie wolno zapomnieć o tym co mogłoby sie wiem jak mam traktować wypowiedzi w których zawarty jest podziw dla potęgi Rzeszy i wielkim rozwoju tego kraju po objęciu władzy przez cały ten rozwój i wyścig zbrojeń był podporządkowany jednej idei :"Przetrwają tylko najsilniejsi".Jeszcze co do wypowiedzi uważasz że Hitler nie był chory psychicznie ale ja na ten temat nie che nic pisać uważam po prostu że jego idee i poglądy trafiły na podatny grunt i zostały rozprzestrzenione na całym terenie maja w sobie jakąś manie wielkości nie wiem jak to nazwać więc w słowa jego zresztą wtedy też mieli nastrojów antyżydowskich była była w tamtych czasach zresztą chlebem powszednim w więc nie cieszyliśmy sie że ich mordowano? Odpowiedź jest i to nie jedna ale jedna która nas dotyczy... bo to miało także i nas spotkać...Czy pisalibyśmy teraz po niemiecku?Ktoś by pisał na pewno ale czy my? Czy nasi dziadkowie należeliby do "rasy wartościowej"?Czy byliby objęci akcją germanizacji?Ja urodziłem się na Śląsku jednak większość mojej rodziny pochodzi z innych miałbym "szczęście" zostałbym Niemcem albo raczej volksdeutschem...Podobny los spotkałoby ludzi z Pomorza i z innymi?Którym planem zostaliby objęci oraz czy większość z was miałaby okazję wypowiadać sie na forum internetowym w kraju "Wielkich Panów" obejmujących cały świat?Pytania,pytania... ozzy95 Hitler był inteligentny, odważny i zdrowy(w miarę) od neonazistów jest żydowska propaganda. W ogóle nie wiem, co ma Izrael do Holocaustu? Morgan_Mortimer_Graff Kazdyt z nas jest nietolerancyjny. Jedni nie lubią murzynów, inni chinczykow, ja nie lubie fanatyków religijnych a hitler nie lubiał zydow, cyganow i innych. Tylko że on był na tyle odważny, że zdecydował się ich wybić i zostawić tylko tych, ktorych akceptował. I był na tyle inteligentny, że przekonał do swoich poglądów tylu ludzi.
Dorota Wodecka: Czy zwierzęta jako istoty nieludzkie… Zbigniew Mikołejko: – …od razu zaprotestuję. Zwierzęta należą do świata ludzkiego, zwłaszcza koty, psy, papugi i króliki.
128-letni emigrant z Niemiec, który od końca II wojny światowej mieszka w Argentynie, twierdzi, że jest Adolfem Hitlerem. W wywiadzie dla gazety "El Patriota" wyznał, jak udało mu się przez lata ukrywać swoją tożsamość i dlaczego zdecydował się na takie wyznanie. Nie wszyscy jednak wierzą jego słowom. Ultrakonserwatywny dziennik "El Patriota" opublikował niedawno wywiad z bardzo wiekowym imigrantem z Niemiec. Mężczyzna występujący pod nazwiskiem Hermann Guntherberg przyznał w nim, że to on jest Adolfem Hitlerem, przywódcą nazistowskich Niemiec, odpowiedzialnym za śmierć milionów ludzi:"Obwiniano mnie o coś, czego nie zrobiłem"On sam utrzymuje, że nie ma nic wspólnego z Holocaustem i zbrodniami II wojny Obwiniano mnie o zbrodnie, których nie popełniłem i przez to właśnie musiałem połowę mojego życia ukrywać się przed Żydami. Zostałem więc w wystarczający sposób ukarany - również, ze przygotowuje autobiografię, która ma się ukazać jesienią tego roku - ma ona zawierać nieznane wcześniej fakty i - wedle słów Guntherberg - zmienić perspektywę spojrzenia na postać Byłem przedstawiany jako okropny człowiek tylko dlatego, że przegraliśmy wojnę. Gdy ludzie poznają prawdę, zmienią zdanie na ten temat - prawda czy objaw choroby?Guntherberg cierpi na demencję, co poddaje pod poważne wątpliwości wiarygodność jego wyznania. Nie wierzy w nie nawet jego żona, z którą jest związany od prawie 60 Martinez przyznaje, że mąż od 2 lat cierpi na chorobę Alzheimera i ma czasem problemy z rozpoznaniem krewnych. Wcześniej, przez te wszystkie, nigdy nie wspominał o twierdzi, że Hermann mógł w przeszłości być nazistą i dopuścić się zbrodni wojennych, natomiast nie wierzy, że to on mógłby być
\n \n \n \nczy hitler kogoś zabił
Hitler jako człowiek religijny? Oficjalnie wielokrotnie podkreślał rolę chrześcijaństwa jako fundamentu państwowości niemieckiej. Prywatnie demonstrował pogardę dla chrześcijaństwa, a religię traktował instrumentalnie. Hitler urodził się 20 kwietnia 1889 r. w małej austriackiej miejscowości Braunau nad rzeką Inn.
Hitler ma wielu miłośników w krajach Afryki i Azji. „Hitler zmasakrował trzy miliony Żydów” – powiedział prezydent Filipin Rodrigo Duterte na konferencji prasowej po powrocie z podróży do Wietnamu 30 września. „My mamy trzy miliony narkomanów. Bardzo chętnie bym ich zarżnął”. Chwilę później dodał, że zabicie tylu Filipińczyków uzależnionych od narkotyków „rozwiązałoby problem mojego kraju i uchroniło przed nim następne pokolenie”. Duterte nie doszacował liczby zamordowanych w Holocauście, którą historycy oceniają na 6 mln. Na razie władze Filipin dalekie są od tego rekordu. Według niezależnych źródeł policja, a także cywile, którzy korzystają z zachęty prezydenta, zabili do tej pory około 3,7 tys. osób podejrzewanych o to, że biorą narkotyki albo nimi handlują. Policja przyznała się do zabicia 1120 osób. Duterte wygrał wybory na Filipinach w czerwcu, obiecując obywatelom bezwzględną i krwawą wojnę z narkotykami. Kiedy był wcześniej prezydentem wielkiego miasta Davao, akceptował działanie policji i prywatnych „szwadronów śmierci”, zabijających handlarzy narkotyków. W ciągu dekady zamordowano w ten sposób ponad tysiąc osób. W 2009 r. Duterte mówił: „kiedy prowadzisz nielegalną działalność w moim mieście tak długo, jak jestem prezydentem, pozostajesz celem zabójstwa”. Kiedy sąd wypuścił z aresztu jednego z narkotykowych baronów, miał rzec, że tacy ludzie „mogą wyjść tylko w trumnie”. Prezydent ma ostry język, który podoba się Filipińczykom. Gwałt popełniony przez zbuntowanych więźniów na australijskiej misjonarce skomentował: „Była taka piękna. Prezydent miasta powinien być pierwszy”. A kiedy zirytował go korek wywołany wizytą papieża Franciszka, stwierdził: „Chciałem mu powiedzieć: »Papież, ty skurwielu, jedź do domu. Nie odwiedzaj nas więcej«”. Protestami świata – w szczególności przywiązanych do przestrzegania praw człowieka dyplomatów krajów Unii Europejskiej – Duterte się nie przejmuje. O Europejczykach powiedział, że mają kurze móżdżki, i zwrócił im uwagę, że powinni się bardziej zajmować losem uchodźców z Bliskiego Wschodu uciekających do Europy, a mniej Filipinami. „Pozwalacie im gnić, a potem przejmujecie się śmiercią jednego, dwóch czy trzech tysięcy?” – szydził. Prezydenta Obamę, który go skrytykował za łamanie praw człowieka, nazwał publicznie skurwysynem, a kiedy USA odmówiły mu sprzedaży broni, powiedział, że Obama „może iść do diabła”. Stosunek prezydenta Duterte do przywódcy nazistowskich Niemiec pozostaje jednak złożony. W tym samym wystąpieniu oświadczył, że uznawanie go za kuzyna Hitlera – co prasa zachodnia robiła przed wyborami – to próba zawstydzenia Filipińczyków, którzy, o czym cały świat powinien wiedzieć, są narodem dumnym i suwerennym. Skarżył się także, że CIA próbuje go zabić. Kult silnego człowieka Duterte nie jest ani pierwszy, ani jedyny. Hitler w wielu krajach pozaeuropejskich postrzegany jest zupełnie inaczej niż w Europie – jako silny przywódca, który walczył z Zachodem. W październiku 2015 r. premier Izraela Beniamin Netanjahu oskarżył Wielkiego Muftiego Jerozolimy Haj Amina al-Husseiniego, że w 1941 r. dostarczył Hitlerowi pomysł „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”, czyli Zagłady. Netanjahu minął się z prawdą, choć duchowy przywódca sunnitów rzeczywiście współpracował z Hitlerem. W 1937 r. uciekł przez Liban i Włochy do Niemiec, gdzie pomagał Hitlerowi werbować muzułmańskich Bośniaków do SS – przekonując ich, że podzielają wspólne wartości: szacunek dla rodziny, porządku, przywódcy i wiary. Mufti został sojusznikiem Hitlera nie tyle i nie tylko z powodu antysemityzmu – był zaciekłym przeciwnikiem syjonizmu i migracji Żydów do Palestyny – ale głównie ze względu na wspólnego wroga, czyli Imperium Brytyjskie. Muzułmanów przekonywał, że Niemcy nigdy nie skolonizowały żadnego kraju arabskiego, podczas gdy Rosja i Anglia – tak. Od Hitlera żądał przede wszystkim poparcia niepodległości krajów arabskich i gwarancji, że w Palestynie nie powstanie państwo żydowskie. Na spotkaniu 28 listopada 1941 r. Hitler obiecał to wszystko al-Husseiniemu. Antykolonialne i nacjonalistyczne ostrze hitlerowskiej ideologii oraz antysemityzm sprawiły, że Hitler do dzisiaj ma wielbicieli w świecie arabskim. Po upadku Francji w 1940 r. na ulicach Damaszku (wówczas mandatu Francji, czyli właściwie kolonii) śpiewano: „Nigdy więcej Monsieur, nigdy więcej Mister, Allah jest w niebiosach, a Hitler na ziemi”. Generał Rommel – który przez lata wygrywał wojnę z Brytyjczykami w Afryce Północnej – był tak popularny, że witano się okrzykami „Heil Rommel”. W kwietniu 1941 r. pronazistowski premier Iraku próbował dokonać zamachu stanu, na co Brytyjczycy odpowiedzieli ofensywą wojskową i okupacją tego kraju. Hitler z Afryki Także w Afryce Adolf Hitler miał swoich wielbicieli. Najbardziej znanym z nich był Chenjerai Hunzvi, współtowarzysz walki Roberta Mugabe o wolność Zimbabwe. Nie ma możliwości, żeby Hunzvi – który przyjął pseudonim bojowy Hitler – nie wiedział, co przywódca nazistowskich Niemiec miał na sumieniu. Studiował bowiem w Rumunii i w Polsce na początku lat 80. – skończył u nas nawet medycynę, którą przez chwilę praktykował w Zimbabwe – i miał żonę Polkę. Hunzvi był człowiekiem brutalnym i bezwzględnym. Jego żona Wiesława Hunzvi uciekła od niego z Zimbabwe w 1992 r., a po powrocie napisała fabularyzowaną historię swojego małżeństwa (wydaną w 1994 r. po polsku pod wymownym tytułem „Biała niewolnica”). Wspominała, że mąż ją bił i znęcał się nad nią z sadystycznym upodobaniem – tak bardzo, że bała się o swoje życie. Sama biografia Hunzviego jest otoczona tajemnicą. „W czasie wojny nie oddał ani jednego wystrzału” – twierdziła później jego była żona. Według oficjalnej biografii rozpoczął walkę z białym rasistowskim reżimem w Zimbabwe, kiedy miał 16 lat. To wtedy przyjął pseudonim Hitler. Mówił, że przed 1974 r. – kiedy wyemigrował z kraju – siedział w więzieniu, w którym poznał głównych przywódców walki o wyzwolenie ówczesnej Rodezji: Roberta Mugabe i Joshuę Nkomo. Ale dowodów na to nie było, a sceptycy twierdzili, że był za młody, by doświadczeni weterani dopuścili go do swojego grona. W 1978 r. miał zostać ranny w zamachu bombowym w Lusace, stolicy sąsiedniej Zambii. Znów jednak nie było na to świadków. Prawdziwą (i ponurą) karierę Hunzvi zrobił w latach 90. Wrócił do kraju w 1990 r., ale ominęły go rządowe posady, na które liczył. Prowadził praktykę lekarską, która szła średnio. Koledzy z dawnych czasów zrobili go jednak szefem związku weteranów. Kiedy przyłapano go na wypłacaniu sobie pieniędzy z kasy związku, próbując przykryć ten fakt, poprowadził weteranów na demonstracje antyrządowe i wymusił podwyżkę rent. W 2000 r. Mugabe zlecił mu terroryzowanie białych farmerów i przeciwników politycznych. Hunzvi wywiązał się z tego zadania znakomicie. Wielu obywateli Zimbabwe – białych i czarnych – szykowało wówczas Gap bags (ang. torba na przełęcz), zestaw ubrań i kosmetyków na wypadek, gdyby trzeba było uciekać z kraju. Towarzysze Hunzviego z czasów partyzantki przybierali różne groźne pseudonimy, takie jak Towarzysz Szatan albo Stalin Mau Mau (Mau Mau to nazwa powstania Kenijczyków przeciwko kolonialnym rządom brytyjskim z lat 1952–60, brutalnie stłumionego przez władze). Zdaniem Petera Godwina, białego mieszkańca Zimbabwe, dziennikarza i autora znakomitych książek o historii tego kraju, obierali sobie takie przezwiska po to, by skuteczniej terroryzować cywilów. W czasie wojny partyzanckiej w latach 70. technika walki przeciwników białego reżimu w Zimbabwe polegała w znacznej mierze na terrorze. Godwin, który wtedy jako młody człowiek należał do „białej” policji, widział wielokrotnie okrutnie zamordowanych czarnych – kobiety wbite na pal czy okaleczonych mężczyzn z poderżniętym gardłem. Pseudonim Hitler miał budzić przerażenie. Człowiek, który go nosił, musiał stosować przemoc bez wahania. Hitler pasował przy tym do imienia, które Hunzviemu nadano przy narodzinach: Chenjerai w języku Szona oznacza „strzeż się”. Zmarł w apogeum kampanii Mugabe przeciw białym farmerom w 2001 r. Podobno na malarię, ale bardzo możliwe, że prawdziwym powodem było AIDS. Hitler ma wielu miłośników również w Indiach. W październiku 2012 r. lokalne władze zamknęły wprawdzie sklep z odzieżą Hitler w Ahmedabadzie z powodu „braku wrażliwości kulturalnej”, zostawiając z nazwy tylko kropkę nad literą „i” (w jej środek wpisana była swastyka, która jest starożytnym indyjskim symbolem). Właściciel sklepu Rajesh Shah był rozczarowany. „Byliśmy popularni z powodu tej nazwy” – powiedział agencji Bloomberg. „Nasi klienci nie byli nią zdenerwowani. Mówili: »nie zmieniajcie jej«”. W Indiach świetnie sprzedaje się „Mein Kampf”, której dystrybucja jest całkowicie legalna (na rynku indyjskim funkcjonuje jej 13 wydań). „To dla nas klasyka, musimy ją sprzedawać” – wyjaśnił w 2014 r. menedżer księgarni w nowoczesnym centrum handlowym w Udajpurze prawnikowi z Izraela Joshowi Sheinertowi, który potem swój wstrząs opisał w „Jerusalem Post”. Hitler w Indiach nie kojarzy się z antysemityzmem i Zagładą, które dla Hindusów są sprawami odległymi. Był jednak wrogiem Wielkiej Brytanii, dawnej kolonialnej metropolii, która przez dekady pozostawała głównym wrogiem indyjskiego nacjonalizmu. W 2006 r. w Mumbaju otworzyła się kawiarnia Hitler’s Cross (Krzyż Hitlera), a w 2011 r. w mieście Nagpur – klub bilardowy Hitler’s Den (w swobodnym przekładzie Pod Hitlerem). Hitler z Bollywood Hitler pojawia się również w filmach z Bollywood i wcale nie wypada w nich źle. „Hero Hitler in Love” („Bohater Hitler zakochany”) to komedia o przygodach porywczego bohatera z wybuchowym temperamentem. W telewizji emitowano telenowelę „Hitler Didi” („Wielka siostra Hitler”). Nakręcono także film historyczny „Gandhi to Hitler” („Od Gandhiego do Hitlera”), opowiadający historię listu skierowanego przez Mahatmę Gandhiego, wielkiego przywódcę Indii w walce z brytyjskim kolonializmem, do Hitlera. Jeden z liderów hinduskiego nacjonalizmu Subash Chandra Bose także był jego zwolennikiem i nawet uciekł do Niemiec w 1940 r. W listopadzie 1941 r. w Berlinie powołano Centrum Wolnych Indii i formowano Legion Wolnych Indii, przede wszystkim z jeńców hinduskich wcześniej służących w armii brytyjskiej, którzy dostali się do niewoli w Afryce Północnej. Hitler jest więc w Indiach wrogiem kolonializmu – i przede wszystkim postrzegany jest z tej perspektywy. Według Navrasa Jaata Aafrediego, profesora nauk społecznych na Gautam Buddha University w Delhi, popularność nazistowskiego przywódcy bierze się w znacznej mierze z fatalnego poziomu nauczania historii w hinduskich szkołach, zwłaszcza historii Europy. Hitler – o ile w ogóle się w niej pojawia – występuje jako człowiek, który osłabił Imperium Brytyjskie na tyle, że musiało opuścić Indie. Inaczej Brytyjczycy nigdy dobrowolnie by się nie zgodzili na przyznanie Indiom niepodległości. Antysemityzm tu praktycznie nie istnieje, a samych Żydów mieszka niewielu – szacunki mówią o kilku tysiącach. Nigdy też nie byli prześladowani jako mniejszość. Podobnie jak na Filipinach także w Indiach Hitler jest przede wszystkim postrzegany jako silny człowiek, który sprawnie realizuje swoje obietnice oraz – co ciekawe – walczy z bezprawiem. W sierpniu 2014 r. Kalvakuntla Chandrasekhar Rao, premier stanu Telangana, przyznał publicznie, że za zwalczanie przestępczości bywa nazywany Hitlerem i się tego nie wstydzi: „Jestem Hitlerem i będę gorszy niż Hitler, jeśli będzie potrzeba, żeby zatrzymać bezprawie”. W tym konkretnym wypadku chodziło o nieprawidłowości w rozdzielaniu pomocy społecznej. Nie jest zatem wykluczone, że za parę pokoleń – kiedy o Zagładzie poza Zachodem nikt już nie będzie pamiętał – Hitler stanie się symbolem szlachetnej rewolty, walki z nieprawością i dominacją Zachodu. Będzie to dla lidera Trzeciej Rzeszy bardzo paradoksalne zwycięstwo.
00:00 / 00:00. Nim dokonał zamachu na Hitlera, nim przeszedł do historii jako ten, który uratował honor niemieckich oficerów, Claus von Stauffenberg był zafascynowany nazizmem. N iech żyją Krzysztof Jackowski, czyli słynny jasnowidz z Człuchowa, najwyraźniej znowu ma wizje. Co prawda nie udało mu się odnaleźć pytona nad Wisłą, ale wie, czy Adolf Hitler przeżył wojnę i uciekł do Argentyny. Krzysztof Jackowski jest niczym Bran Stark z serialu „Gra o Tron” – widzi i wie wszystko. Tym razem na jego celowniku znalazł się Adolf Hitler. Czy historia dyktatora przedstawiona w podręcznikach to kłamstwo i czy austriacki malarz rzeczywiście popełnił samobójstwo? Jeśli wierzycie w teorie spiskowe, Jackowski ma dla was ciekawe informacje. Śmierć Hitlera - historia kłamie?Jak podaje „Super Express”, Jackowski nie wierzy w śmierć Hitlera. Twierdzi, że zbrodniarz upozorował swoje samobójstwo i bez skrupułów zamordował innych ludzi. Tajne akta FBIWypowiedź Jackowskiego może mieć związek z kwietniowym odtajnieniem dokumentów FBI. Podano, że 2 tygodnie po upadku Berlina do Argentyny uciekły 2 łodzie podwodne. Wódz III Rzeszy miał jednak umrzeć na wrzody żołądka i astmę już w 1945 roku. Pojawiły się jednak doniesienia, że widziano go w 1947 roku w jednym z hoteli w Argentynie.
Około 20 osób wysłuchało w Warszawie tajnego wykładu Davida Irvinga. Kontrowersyjny historyk opowiadał w hotelu Marriott o tym, że nie neguje Holokaustu, i że Adolf Hitler niewiele
Najbardziej prześladowaną mniejszością etniczną w Europie lat 30. nie byli niemieccy Żydzi, tylko 600 tysięcy Polaków w ZSRR – mówi znakomity historyk Timothy Snyder. Newsweek: W książce „Skrwawione ziemie”, która właśnie ukazała się w Polsce, podkreśla pan, że Stalin zabił znacznie mniej ludzi, niż sądziliśmy. Mówiono o 20 milionach ofiar cywilnych, w rzeczywistości liczby są znacznie niższe – 6 milionów, najwyżej 9, jeśli dodamy ofiary deportacji. Skąd tak wielki błąd? Timothy Snyder: Dopóki system radziecki trwał, nie można było dotrzeć do większości źródeł. A kiedy niczego nie wiadomo na pewno, liczby ofiar idą w górę. Potem komunizm upadł i sytuacja stała się względnie prosta – Sowieci byli bardzo dokładni, jeśli chodzi o liczby zabitych, poza jednym wyjątkiem: Wielkim Głodem na Ukrainie. Kolejna sprawa to zimna wojna. Amerykanie szukali uzasadnienia dla dwóch sprzecznych twierdzeń: że Stalin był gorszy od Hitlera, lecz zarazem Hitler był gorszy od Stalina. I znaleziono rozwiązanie: ilość kontra jakość. Uznano, że Stalin był gorszy, ponieważ zamordował dziesiątki milionów ludzi, Hitler zaś był gorszy, bo zamierzał wymordować cały naród. Tyle że Hitler zamordował więcej cywilów niż Stalin: 12 milionów. A Stalin mordował znacznie częściej na tle etnicznym, niż nam się wydaje. To nie Hitler, lecz Stalin dokonał pierwszych masowych morderstw narodu w międzywojennej Europie. Jeden z tych mordów w latach 1937-1938 został dokonany na Polakach. – Tak. Najbardziej prześladowaną mniejszością etniczną w Europie drugiej połowy lat 30. nie byli niemieccy Żydzi, tylko 600-tysięczna grupa Polaków w ZSRR. To była największa czystka etniczna w historii Związku Sowieckiego, po Wielkim Głodzie na Ukrainie, który też miał zabarwienie narodowe, choć nie tak wyraźne. Stracono około 85 tysięcy Polaków, prawie 80 proc. aresztowanych otrzymało wyrok śmierci. W czasach wielkiego terroru Polacy ginęli blisko 40 razy częściej niż inni obywatele sowieccy. Trzeba to wpisać do historii Związku Radzieckiego i historii Polaków. Dziś tego wydarzenia po prostu nie ma. Katyń ma swoją martyrologię, masowe mordy Polaków w 1938 roku – nie. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo Kto zabił Andrzeja Leppera? Wyjaśnia Sławomir Izdebski. M.N. 14-09-2017, 22:22. Udostępnij: Telewizja Republika. - Andrzej Lepper miał materiały, które mogły skompromitować Waldemara Pawlaka i Donalda Tuska. Do dnia dzisiejszego nie została ujawniona umowa z Gazpromem, którą podpisał Waldemar Pawlak - mówił dla Telewizji
\n czy hitler kogoś zabił
So63p.